Szczęście nosi Twoje imię :*

Wypromuj się tutaj

ilustrowany suplement 

2010/01/04   

 

« następne   poprzednie »

Kierownik posyła nas po pewną śmierć. Mówi:
- Jedźcie pogadać z wędkarzami, którzy łowią na lodzie.
Jedziemy.
Dzika, bezludna okolica, zamieszkała wyłącznie przez zwierzęta. W K. odzywa się pokrewny z myśliwskim instynkt fotografa przyrody: interesują go wszelkie formy życia. Widząc przyczajonego w rowie myszołowa, zatrzymuje samochód i sięga po aparat. Pokazuje mi świeżo rozkwitłe bazie. Potem robi zdjęcie stadu łabędzi skubiących zmrożony rzepak. Gdy celuje w nie grubą rurą teleobiektywu, wzbijają się w powietrze. Tłuste, białe, płaczliwe - suną nisko nad polem, prawie ocierają się o nas wypchanymi rzepakiem brzuszyskami. Zataczają koło i znikają za horyzontem, w miejscu, gdzie powinni być wędkarze.
Są, widzimy ich sylwetki na bezkresnej tafli lodu. Z tej odległości wyglądają jak plastikowe żołnierzyki; zaraz powieje zimny, biały wiatr i zgarnie je wszystkie do pudełka, w którym przeleżą resztę zimy. Do tekturowej trumienki, którą będą dzielić z parą głupich reporterów gazety.
Lód trzeszczy. Idziemy niepewnie wzdłuż brzegu, szukając wydeptanej przez wędkarzy ścieżki na środek stawu. Przeskakujemy powstałe od wewnętrznych naprężeń pęknięcia. Buty się nam ślizgają po gładziźnie, rozjeżdżają się na boki resztki naszej odwagi.
- Śmiało, śmiało panie redaktorze - nawołuje nas z daleka jeden z żołnierzyków.
K. chichocze nonszalancko:
- Nie pęknie?
- A cholera go wie - dworuje sobie z naszej ostrożności wędkarz.

W dzieciństwie chodziłem bez leku - prawie bez świadomości, że jest śmierć - po cieńszych taflach. Zarosły dziś tatarakiem staw za domem Chmielowskich cięliśmy siekierami na kry, którymi pływało się od brzegu do brzegu aż do zmierzchu. Z podstruganym w garażu badylem udającym kij do hokeja ślizgaliśmy się za ciężkim, czarnym krążkiem kupionym w sklepie sportowym i przechowywanym niczym skarb. Prawdziwy skarb, życie - choć z perspektywy lat wydaje się o wiele prostsze i bardziej radosne od tego, które wiodę dziś - nie ważyło aż tyle, by bać się postawić nogę na kruchym lodzie.

pjotruska.blog.pl 2003-02-14

FOT. PJOTRUSKA

make your dreams come true

Wypromuj się tutaj

1 komentarz
Moderator zieloneserce  - 04/01/2010 23:31:41
z przyjemnością czytam jak powracasz

Najnowsze wpisy

Wpis pjotruska

14/02/2012 22:43:33

3
Wpis pjotruska

13/02/2012 23:34:55

Lena. Dziewczyna, która lata

27/01/2012 22:42:55

Wpis pjotruska

06/07/2011 22:37:42

Wpis pjotruska

03/05/2011 21:21:54

Wpis pjotruska

19/04/2011 20:43:14

Wpis pjotruska

03/03/2011 21:32:43

Wpis pjotruska

22/01/2011 18:46:21

Wszystkie wpisy