1. Przez mój piękny sen przechodzi staruszek z rysunków Raczkowskiego. Z reklamówką ślimaków, choć już dawno po sezonie. Jeszcze wymachuje ręką, grozi komuś, że Żydzi do gazu. Że Polska dla Polaków. Że najlepiej rozpierdolić ten kraj i zbudować od nowa. Mnie także, bo mu się nie podobam.
2. Grodzę się. Przed tym całym wariactwem, przed pielgrzymkami nawiedzonych, które podrzucają pod mój próg materiały do przemyśleń, bibułę. Nasz Dziennik, Niedzielę, Strażnicę, Przebudźcie się!, reklamówki Reala lub Auchan. Czytam wyłącznie wiersze i niskonakładowe pisma o literaturze. Pięknej. Przypuszczam, że od tego wypiękniały mi sny.
3. Sny, w których zazwyczaj kołyszę się pociągami jadącymi wolno wzdłuż południowej granicy Polski i nad ranem dojeżdżam do miejsca, w którym należy się obudzić. Tory się urywają i świat się kończy. Przez chwilę leżę jeszcze z dociśniętymi do wygasłego snu powiekami. Drgają mi jak motyle. A potem ubieram się i wychodzę w zimne miasto.
4. Ciągle mam słuchawki na uszach. "Miasto ma ludzi./ Ludzie mają domy./ W domach stoją łóżka/ stoją na podłogach./ Jeżeli jesteś w łóżku/ - widzisz sufit./ Sufit jest u góry/ Podłoga jest z dołu./ Po bokach są ściany. /Wyróżniamy kolor ścian na przykład taki:/ biały,/ różowy,/ seledynowy, / żółty. / W żółtym się wariuje."* - znów grozi mi z legalnie kupionej płyty Świetlicki.
5. Hohoho. A wiesz, na Basztowej obijają z tynku kamienicę, pył siada na parapetach i pustych o tej porze ławeczkach. Na Piłsudskiego Stasio ślini się dmuchając w harmonijkę. Na Miłej daję krok przez rozjechane na miazgę kasztany. Na Górniczej wyprzedzam drepczącego pod górkę staruszka z rysunków Raczkowskiego, tym razem bez reklamówki z winniczkami, zwyczajnego. Dyszy.
6. W serwisie, w którym naprawiano mi komputer, ktoś obcy usunął z pamięci wszystkie twoje mejle. Zastanawiam się, czy Bóg, którego zawsze posądzano o mieszanie się w ludzkie losy, nie przyłożył do tego ręki. Mógł uznać, że tak będzie lepiej, skoro teraz chodzisz po zupełnie innych ulicach, zamawiasz inne drinki, inne kelnerki muskają cię koniuszkami włosów układając szklanki na blacie; inne są cyfry na rachunkach i ewentualne słowa do wypowiedzenia w półmroku, trwa delikatne wytyczanie granic.
7. Tylko wypełnione powietrzem niebo przemieszcza się między nami po staremu. O północy przez okno mego pokoju rzucam w nie - jak do ciemnej rzeki - butelkę. Z czułością. I niebo ją pochłania. Z brzękiem. Nie zostawiając nic.
www.pjotruska.blog.pl 2004-10-21
FOT. PJOTRUSKA