Zapraszam

Wypromuj się tutaj

ilustrowany suplement 

2007/06/27   

 

« następne   poprzednie »
- Rak nie rak, wszyscy pójdziemy do piachu, żaden się nie wykupi - zagaja obcy, częstując mnie na przystanku papierosem. W lewej ręce trzyma lizaka w biało-zielone pasy - prawą gasi o wiatr zapałkę i ciska na ziemię teatralnym gestem, jakby odrzucał nadpalony studolarowy banknot. Jest drobny, chudy, nieogolony, brudny i trochę pijany. Na kilometr cuchnie dymem z tysięcy paczek Męskich bez filtra. Równocześnie ma jednak ma w sobie coś tak ujmującego, że zamiast uciec w głąb wiaty, wychylam się w jego stronę. - Żaden się nie wykupi - powtarzam biblijną frazę. Tak rozmawiamy. O życiu, o śmierci, o dwóch młodych dziewczynach chyboczących się na wysokich obcasach, że nawet one - nieprawdopodobne, nawet one! - do piachu. Rozczula mnie jego funeralny nastrój i ten dziecinny lizaczek, którego wkłada do ust na przemian z papierosem. - Dwanaście miesięcy temu żonę pochowałem - mówi zaciągając się cukrem. - Jak ja ją kochałem! - bucha zaraz ze wnętrza męskim kłębem dymu. I znowu po dziecięcemu smakuje lizaka: - Ja jestem Cygan. Rom. Ale ona była wasza, Polka. Ślub kościelny wzięliśmy, prawdziwy, i dwadzieścia pięć lat razem. Dwadzieścia pięć lat bez jednej kłótni. Zaglądając w mrok ulicy, skąd nadjeżdżają busy, słucham o raku, oparacjach, o dniu kiedy umarła i dniu, kiedy ją chował. - Widzi pan te kolana? - pyta uderzając o nogi papierosem, aż lecą skry. - Same się zginają nad jej grobem. Płaczę i nawet nie wiem, że płaczę. Ja jestem Rom, ale ona była wasza, Polka. Wszyscy pójdziemy do piachu. Okazuje się, że też jedzie do L. W busie łapie mnie za rękę i ciągnie na siedzenie obok siebie. Przeprasza za Bóg wie co. Tłumaczy, że wraca od córki. Trochę wypił. Z rozpaczy. Zaprasza do swego mieszkania. Jeśli nie pogardzę. - Kawalerskie mieszkanie, trochę nieporządku - uprzedza nachylając się do ucha. Trze o mój policzek szczeciniastym zarostem. Co chwila wyciąga rękę do uścisków. Tuż za granicami miasta przechodzimy na ty. Dwa kilometry dalej prosi o kartkę i coś do pisania. Gdy podaję mu zeszyt, pisze na ostatniej stronie: "ME SOM ROM". - To znaczy "Ja jestem Cygan" - tłumaczy i na wszelki wypadek zapisuje w kajeciku również tłumaczenie. - A tu będziesz miał mój adres. Wszystko kwituje zamaszystym podpisem i kropką postawioną z takim impetem, jakby chciał się przebić długopisem przez 80-stronicowy brulion. Potem zbieram spod nóg wysypujące się z jego kieszeni druczki, bo uparł się pokazać mi dowód osobisty, bym wiedział, że mnie nie okłamał. Czuję się jak policmajster, wertując nawilgłe, postrzępione stroniczki w poszukiwaniu meldunkowych adnotacji. Ale do popijawy i bratania się z mniejszościami narodowymi w przededniu święta narodowej większości nie dochodzi: na przystanku w L. po raz ostatni ściskam rękę Cygana i przesiadam się do busa jadącego do Z. Patrzę, jak mój nowy znajomy odchodzi, polizując smutno biało-zielonego lizaka. A potem wraca mi zmysł powonienia. Na kilometr cuchnę dymem z tysięcy paczek Męskich. www.pjotruska.blog.pl 2004-11-11 FOT. PJOTRUSKA
: 3

Wypromuj się tutaj

3 komentarze
pjotruska  - 28/06/2007 20:47:33
no nie, na papierze to mnie tylko w gazecie chcą drukować; kiedyś wydam, piechur - zaczekaj
piechur - 28/06/2007 20:29:14
pjotruska a Ty nie wydałeś swoich tekstów jakoś w papierze? Chętnie bym taką wersję nabył, do czytania na tarasie przy herbacie.
Moderator 0  - 27/06/2007 22:46:00
jak zwykle ujmujące...
mimo tego że czytam któryś z kolei raz...

Najnowsze wpisy

Wpis pjotruska

14/02/2012 22:43:33

3
Wpis pjotruska

13/02/2012 23:34:55

Lena. Dziewczyna, która lata

27/01/2012 22:42:55

Wpis pjotruska

06/07/2011 22:37:42

Wpis pjotruska

03/05/2011 21:21:54

Wpis pjotruska

19/04/2011 20:43:14

Wpis pjotruska

03/03/2011 21:32:43

Wpis pjotruska

22/01/2011 18:46:21

Wszystkie wpisy