O feministkach nie wiem prawie nic, tyle co wyczytałem w książeczce Marianny G. Świeduchowskiej "Katecheci i frustraci". Lektura "Katechetów" wstrząsnęła mną do głębi, wywróciła na nice mój światopogląd - lekko, jak kobiety wywijają mankiety koszuli, jak dzieci wywalają jęzory.. Przeczytałem i wiem: z nieprzeliczonych męskich grzechów feministki najbardziej za złe nam mają ten jeden śmiertelny: podniesione klapy w ubikacjach. Oto lektura, z którą spłynęła na mnie łaska samoświadomości: notorycznie zostawiam podniesione klapy w ubikacjach. A zatem - o zgrozo! -mężczyzną jestem stuprocentowym i nieuleczalnym, męska krew we mnie mężnie buzuje, recydywa czystej wody, mea
culpa, przebacz mi Brumchildo!
Była w "Katechetach" niejaka Greta, feministka, która z wyładowaną trotylem reklamówką wchodziła do szczególnie zmaskulizowanej redakcji Tygodnika Powszechnego, by zemścić się za wszystkie postawione na sztorc klapy. Z materiałem wybuchowym się na chamską redakcję Tygodnika, co sedesów nie zamyka, zasadziła.
I oto przez tę lekturę jakiejś paskudnej nerwicy toaletowej się nabawiłem. Ilekroć potem zdarzyło mi się z sedesu skorzytać, pilnowałem się, by klapę przykładnie opuścić. Dla pamieci (i rzecz jasna bezpieczeństwa) zawiązałbym co nieco na supełek, gdyby nie fakt, że to co nieco zawiązane kompletnie do uzytku się nie nadaje a - nie daj Bóg! - da Bóg silniejszy bodziec to się jeszcze takie zawiązane kompletnie połamać gotowe.
Od czasu przeczytania "Katechetów" niewiasty, które nawiedzają redakcję z reklamówkami pełnymi materiałów wybuchowych nie budzą mojego zachwytu i wolałbym, aby tak popularne pisma jak Wyborcza feminizmu nawet w mniej radykalnej postaci nie promowały. A tu tydzień temu bach Kazimiera Szczuka na okładce Wysokich Obcasów. I to jeszcze w jakiejś feministycznej koszulce (zachlapałem ją niby niechcący sosem, by niewinne dzieciatka, które przypadkiem o ten deprawujący egzemplarz wzrokiem zahaczyć mogły, nie zobaczyły feministycznego emblematu). Po kryjomu wywiad z Kazimierą Szczuką przeczytałem i od tej pory mniej jakoś boję się feministek, a bardziej lituję się nad nimi. Bo to biedna pani jest, ta Szczuka. Tatuś na nią krzyczał, od małych debili wyzywał. A mamusia nie tuliła. Jak zobaczę na ulicy feministkę, to wrzucę jej pięć złotych do kapelusza. I pomogę nieść reklamówkę z trotylem.
A tak bardziej serio: czy nie ma w Polsce stowarzyszenia, ruchu, wolontariatu, który zajmowałby się opuszczaniem klap w ubikacjach i łagodzeniem konfliktów damsko-męskich? Make love, not war. Make love. To piękne hasło, choć z zupełnie innej rewolucji.
Ja do was z miłością, drogie blogowiczki, jak przedstawicielowi odrębnej płci przystało. Z miłością. I z przesłaniem, by nie wygłupiać się z tym feminizmem. I w ogóle z żadnym izmem. A jeśli już, to nie robić z niego karykatury, bo nie feminizm z tego wychodzi, ale pospolity debilizm . Zatem proszę nie wykrzywiać swych pięknych buź w feministyczne grymasy. Trzeba całować i przyjmować pocałunki. Nie liczyć uniesionych klap. Nie wysadzać redaktorów. Nie zakrzyczeć niżej podpisanego za ten wpis dowodzący niezbicie, ze jest szowinistyczną męską świnią.
pjotruska.blog.pl 2002-05-29
FOT. PJOTRUSKA
14/02/2012 22:43:33
13/02/2012 23:34:55
27/01/2012 22:42:55
06/07/2011 22:37:42
03/05/2011 21:21:54
19/04/2011 20:43:14
03/03/2011 21:32:43
22/01/2011 18:46:21
Wszystkie wpisy