Po śmierci Janiny Turek rodzina znalazła 728 zeszytów, a w nich zaksięgowane - dzień po dniu - 57 lat życia. Same nieistotne szczegóły: co zjadła na śniadanie, kogo widziała na ulicy, ile razy grała w brydża, ile dostała prezentów, jakie i od kogo, ile dała prezentów, co przeczytała, co było w telewizji, ile razy dzwoniła do kogoś, komu powiedziała "dzień dobry"... Wszystko z sygnaturą, pogrupowane na działy: "Wizyty niezapowiedziane", Osoby widziane mimochodem", "Kino", "Wycieczki", "Lektury", "Rewie"... Chłodna, precyzyjna statystyka, bez śladu emocji.
Pani Janina nie napisała w żadnym z zeszytów, że kocha. Ani słowa o tym, że coś bolało, coś smuciło, coś cieszyło; że się na coś czeka, że się czegoś chce. Nie wiadomo, co się śniło pani Janinie ani co jej się podobało, co nie. Są jednak odnotowane reklamy. "Zaznaczała czy program był czarno-biały, czy kolorowy i na jakim widziała go odbiorniku. Ostatnio na elemisie..."
Czytam stary, wyszperany w piwnicy reportaż Mariusza Szczygła o tych zeszytach; reportaż, który - na dobrą sprawę, przez mnogość cytatów i kompensację - nie tyle jest reportażem, co raczej wyciągiem z zaksięgowanego życia. Szczygieł opisuje życie pani Janiny jej sposobem, chłodno, jakby to nie był ludzki los, a slupek liczb do zrachowania. Zatem stawia kreskę pod słupkiem. Po zsumowaniu wychodzi mu wartość życia autorki stosu zeszytów: 70042 obejrzanych programów telewizyjnych , 38196 odebranych telefonów, 19 partii domina, 1500 - brydża... I tak dalej i tak dalej. Wydłuża się ogniskowa i poszerza głębia ostrości: już widać nie tylko skład zjedzonego 13 grudnia 1981 roku obiadu ("omlet szybki i suchary"), ale wszystkie grudniowe obiady, cały 1981 rok rok przy szybkim omlecie i sucharach, całe liche życie.. Tylko tak można dostrzeć niewidoczny z krótkiej perspektywy ogrom pustki, jaka zalęgła się w pani Janinie.
Mam wrażenie, że kilkadziesiąt tysięcy stron tych zapisków dokonało na Janinie Turek okrutnej zemsty; im więcej ich przybywało, im bardziej pęczniała liczba wypitych kaw, wycieczek za miasto, wizyt niezapowiedzianych - tym bardziej musiało jej doskwierać poczucie bezsensu i samotność; żal za nieodwracalnie straconym życiem. Myślę, że tak własnie było, skoro w pewnym momencie zeszyty przestały jej wystarczać. Obok zwyczajnej księgowości zaczęła uprawiać swoistą epistolografię: pisała i wysyłała sama do siebie pocztówki, bardziej osobiste. Na kartce przed 61 urodzinami pani Janina zapisała:
"Mam towarzyszkę samotności: muchę. Jak jest ciepło w pokoju i gdy coś jem, to fruwa. Tak jest od kilku tygodni."
Zastanawiam się, czy uzbierało by się tych brulionów aż 728, gdyby - na przykład - przy 249 pani Janinie przydarzyła się miłość. Czekała na nią. Na pocztówce napisanej pół roku przed śmiercią, wyznaje s o b i e wprost: Chciałam kochać, ale pragnęłam też być kochaną. Szczygieł kreśli nieodnotowane w zeszytach tło: wojna, ślub, aresztowanie i osadzenie męża w Oświęcimiu, powrót do domu, narodziny dzieci, rozwód po 17 latach małżeństwa... No i ta mucha, co jak ciepło, to fruwała.
"11.11.2000 roku. Sobota. Ostatni wieczór w życiu Janiny Turek wypełniło oglądanie telewizji. Umarła nagle. Dostała zawału nazajutrz, po wyjściu z domu. Przechodnie wezwali pogotowie. Nad ranem jeszcze napisała karteczkę: "Ewuniu, od trzeciej w nocy bardzo boli mnie serce. Pewnie zawał. Zażyłam tabletki". Przed trzecią zdążyła obejrzeć:
71 040 - Panorama
71 041 Słowo na niedzielę
71 042 film Zabawa w Boga". (Mariusz Szczygieł, Reality)
pjotruska.blog.pl
FOT. PJOTRUSKA
Rudy
14/02/2012 22:43:33
13/02/2012 23:34:55
27/01/2012 22:42:55
06/07/2011 22:37:42
03/05/2011 21:21:54
19/04/2011 20:43:14
03/03/2011 21:32:43
22/01/2011 18:46:21
Wszystkie wpisy