Próbuję sobie przypomnieć, ile mogłem mieć lat, gdy na szkolnym korytarzu tasowaliśmy etykiety z rybnych konserw pogubione przez peerelowskiego przodownika pracy. Pędził wiejską drogą na złamanie karku, nieświadomy, że kolorowe papierki sypią się z furgonu i opadają na asfalt, na przydrożne krzaki, do rowów, do ogródków, na ubłocone podwórka.
Budziły naszą ciekawość, bo były inne niż te z rozbebeszonych do kolacji puszek: nie miały tłustych zacieków a zamiast rybami pachniały egzotycznie drukarnią i wielkim światem, za którym podświadomie tęskniliśmy. Idąc do szkoły zbieraliśmy je więc i upychaliśmy w tornistrach między podręcznikami. Potem wykładaliśmy na ławkach kolumny sztywnych kartoników: śledzie w oleju jak stuzłotówki z Dzierżyńskim, makrele niczym pięćsetki z Kościuszką, szproty zamiast skąpo wydzielanych z wypłaty koperników. Wymienialiśmy się i handlowaliśmy nimi. Aż rozeszły się zwyczajnie, jak pieniądze; aż wypadły z obiegu.
To musiał być początek podstawówki; ten czas, kiedy używało się jeszcze zgrzebnych gumek-myszek a na burych okładkach zeszytów drukowano wyłącznie zachęty do oszczędzania w SKO, przestrzegania przepisów BHP lub zbiórki makulatury. Dopiero później pojawiły się chińskie wynalazki: pomarańczowe i zielone gumki pachnące cytrusami, bajecznie kolorowe piórniki, automatyczne ołówki i wieczne pióra na naboje. Pieniądze nie miały jeszcze demonicznego czaru współczesnych banknotów, bo nasza niedoskonała nie wspomagana reklamami wyobraźnia nie potrafiła ogarnąć ogromu cudów, które można za nie mieć. Póki wystarczały nam dwunastoostrzowe scyzoryki Gerlacha i kupowane na każdym odpuście pistolety na korki czuliśmy się bogaczami mając w plecakach po kilkadziesiąt niepoplamionych olejem etykiet. Próbuję sobie przypomnieć, kiedy to było. Jak dawno.
pjotruska.blog.pl 2004-10-23
FOT. PJOTRUSKA
14/02/2012 22:43:33
13/02/2012 23:34:55
27/01/2012 22:42:55
06/07/2011 22:37:42
03/05/2011 21:21:54
19/04/2011 20:43:14
03/03/2011 21:32:43
22/01/2011 18:46:21
Wszystkie wpisy