Przegoniwszy szerszenie, wieszam hamak na starej, wpół spróchniałej śliwie. Kiedy tak leżę w słońcu, świat ugina się jak gałąź; wszystko blisko - pszczoły, trawa, ostre kamyki i puch dmuchawców. Gdzieś pod łąką od kilku dni krąży kret. Pol w asyście chłopaków rozgrzebuje jeden z kopców aż po niewielki otwór - tak ciemny, że musi wieść prosto do piekła.
- Ho ho - wyciąga szyję Kuba.
Pol pozwala mu zapalić świecę dymną, którą wsuwa w dziurę, a gdy szary obłok puchnie jak ciasto, nakrywa go wiadrem i przysypuje lekką, rozsypujacą się w palcach ziemią.
Nagle chłód aż do kości.
- Musimy jeszcze kupić kamienie i wysypać na grobie Jasia - mówi rzeczowo Marysia. Często zamyśla się tak nad grządką truskawek, nad talerzem zupy, nad rachukiem za telefon, bo życie i śmierć, radość i smutek to teraz dwie przeplatające się linie.
www.pjotruska.blog.pl 009-05-05
FOT. PJOTRUSKA
14/02/2012 22:43:33
13/02/2012 23:34:55
27/01/2012 22:42:55
06/07/2011 22:37:42
03/05/2011 21:21:54
19/04/2011 20:43:14
03/03/2011 21:32:43
22/01/2011 18:46:21
Wszystkie wpisy