Photoblog.pl

Załóż konto

Polecam: https://www.buzzfeed.co

Polecam: https://www.buzzfeed.co
Kolejny prawie miesiąc. Wyjątkowo dziś obrobiłam się z robotą strasznie szybko i siedzę w dyżurce pijąc herbatkę.

U mnie w ostatnim miesiącu bardzo dużo się działo.

Głównie jakiś zjazd psychiczny cholera wie skąd-nic się nie zmieniło w moim życiu a zjazd był straszny. Na szczęście kilka rozmów pomogło "się ogarnąć" i teraz jest lepiej. Choć tak patrzę na siebie to myślę, że psycholog plus lekkie leki mogłyby jeszcze mój stan poprawić, tylko kiedy iść xd czas w tym momencie to towar tak deficytowy, że kosmos. Ale funkcjonuje przyzwoicie obecnie więc niech tak będzie na razie. Ale jak się znów pogorszy to idę na bank.

Fizycznie moje zdrowie też tak na dwa razy-dziś w końcu idę na morfologię, uznałam, że taka z rozmazem już coś pokaże jeżeli coś rzeczywiście się dzieje. M twierdzi że zmienił się mój wygląd, że schudłam (waga i miarka tego nie potwierdzają) i (ok, to zabrzmi śmiesznie) wyglądam jeszcze młodziej niż normalnie. Nie chodzi tu bynajmniej o promienną młodość, a fakt jest rzeczywiście faktem- wczesnej zdarzało mi się pokazywać dowód przy zakupie alkoholu, teraz bez niego nie mam co wychodzić. I widzę po minie sprzedawców że na serio nie wierzą, że mam 29 lat. Ot, taki dziwny objaw. Kosmetyki te same używam cały czas :P

Zawodowo totalny paradoks. Zaraz kończę psychiatrię na której tak mi się super pracowało, że aż bym mogła tu zostać do końca w takim charakterze. No serio! Niby jest to praca z dorosłymi, ale jednak. Dali mi tu dużą samodzielność i o ile na samym początku wręcz byłam trochę tym przestraszona (ślepo np zlecali co im mówiłam) to teraz czuję że nie mogę się doczekać swojego pełnego prawa wykonywania zawodu. Jednak bardzo dobrze się z tym czuję, jestem spełniona.
Nawet była w związku z tym śmieszna sytuacja, znaczy po czasie śmieszna - jeden pacjent miał pewne objawy, na dyżurze ich dyżurny internista trochę zlał sprawę i nawet zbyt porządnie nie zbadał, dał leki też trochę "na odwal się", rano pacjent dalej miał te objawy, zbadałam go porządnie i wyszło mi że jest średnio z nim. Jaki był finał to nie wiem bo pacjenta przenieśli, ale później delikatnie wyraziłam swoje niezadowolenie z pracy tego dyżurnego do psychiatrów- plota ewidentnie do niego doszła! Bo następny pacjent z podobnymi objawami już było w raporcie że na dyżurze został porządnie zbadany i zaopatrzony :) głupio mi było narzekać na specjalistę będąc stażystą, ale zrobiłam to dla dobra pacjentów (i w sumie dla dobra prawnego tego lekarza też..) i na szczęście dało to dobry efekt :)

Sportowo chodzę już 2 razy w tygodniu na fitness i muszę przyznać że super się z tym czuję. Przy obecnym natłoku obowiązków ta ilość jest idealna. Czuję że pracuje nad swoim ciałem, dbam o kondycję, ale bez przesady żebym była tym przeciążona.

Dietowo ciągle obiecuję sobie poprawę. Dawka cukru stawia mnie na nogi przy wspomnianym wcześniej osłabieniu i korzystam z tego nazbyt często. Nie odbija się to może na wadze czy wyglądzie ale nie jest zdrowe i mam tego świadomość. Trudno mi o regularność jedzenia. Jednak gdy mam pracę że zawsze wychodzę o 15 to był luz i łatwo mi się planowało posiłki i je jadło. Tutaj ten miesiąc pracuje tyle, ile jest pracy do zrobienia, codziennie kończąc o innej godzinie i to powoduje że kompletnie nie ogarniam żywienia i regularnych posiłków. Do tego często słodycze zamiast "normalnego" jedzenia no i podsumowując dieta mi wychodzi mocno niezdrowa. Może następnym razem napiszę tu że jest lepiej.

Żal mi wieczornej bezproduktywnosci. Może i 2 razy chodzę na fitness więc jest produktywność ale w pozostałe wieczory gapie się w tv kompletnie bez sensu... Nie mam siły na nic a mogłabym coś czytać-książkę czy podręcznik... Nie robię tego i przez to mi trochę smutno. Przypominam sobie o tym w ciągu dnia, a wieczorami jak D pójdzie spać to wyłączam mózgu i nawet nie rejestruje że mogę cokolwiek zrobić (poza wieczornymi obowiązkami rzecz jasna na następny dzień).

Nie wiem jaki wydźwięk ma ten wpis ale ogólnie uważam że jest dobrze teraz w moim życiu. Jestem na wysokich obrotach ale daje radę i to życie mnie satysfakcjonuje, jestem z niego szczęśliwa choć może bez ekscytacji skakania pod sufit :P do takiego stanu brakuje mi snu i trochę sił fizycznych :P jednak gdy patrzę na to, co mam, nie sposób się nie uśmiechnąć i nie odetchnąć z ulgą :)

Wpis pisicuta
Burzliwy u mnie ostatnio czas.
Postaram się w miarę chronologicznie co mi się przypomni.

Na okres ostatecznie długo poczekałam, zahaczyłam o gina ale uznaliśmy że będę czekać bez leków na wywołanie.
Później dołożyły się spore problemy zdrowotne w rodzinie i sytuacja była mocno napięta, na serio.
Młody też w tamtym czasie udał chorobe i byłam z nim w domu kilka dni, w sumie bez sensu bo tylko jeden dzień miał gorączkę i tyle ale co się naprzytulaliśmy to nasze. Jest już naprawdę fajny do zabaw :) większość kobiet pisze teksty "czasie zwolnij" i życzenia by dziecko zostało takie malutkie a ja Bogu dziękuję że przeżyłam tamten czas i młody wreszcie robi się sensowny, cieszę się, że coraz więcej kuma, ma więcej emocji i je okazuje (choć średnio łatwe jest to, że jest z charakteru moją kopią). Widać też światełko w tunelu jeżeli chodzi o jego spanie! Jest lepiej, a jeszcze teraz wprowadzamy nowe sposoby (kogoś interesuje szczegóły?) I chyba to trochę działa i poprawia jego sen.

Poza tym zmieniłam lekko kolor włosów. Mam je nieco ciemniejsze. Ciężko było uzyskać kolor, okazuje się że moje włosy są dziwne i fryzjerka musiała dwa razy farbować bo pierwszy strzał okazał się tragiczny (byłam rudo blond!). Super się czuje ale jeszcze następnym razem mocniej je przyciemnie.

Zapisałam się na fitness na nowe miejsce-co ciekawsze tańsze, a bardziej mi się podoba. Oferta jest uboższa ale trudno. Na razie chodzę 1x/tydzień, ale następny karnet kupie 2x/tydzień bo w domu kompletnie nie umiem się zorganizować... Zawsze jest coś zaległego do roboty...

Z dietą słabo. Doszłam do celu a później atmosfera sprawiła że przestałam patrzeć na właściwe połączenia i waga natychmiast poszła do góry :/ muszę znów się ogarnąć. Szkoda, że muszę trzymać aż tak restrykcyjnie dietę żeby utrzymać wagę... Jest to ciężkie jednak. Ale zależy mi więc będę się starać.

Skończyłam interne, przeleciałam ortopedie i teraz zaczęłam psychiatrię. Nie jest łatwo ale daje radę. Udawalo mi się na orto czytać pediatrię ale dalej uważam że mało jej zrobiłam... Natomiast można trzymać kciuki bo możliwe że 6 tygodni rodzinnej uda mi się wpakować całość na cześć pediatryczna! To by mi mega dużo dało.

Edukacyjnie może jeszcze zdążę napisać że Ewidentnie mam progres. Nie tylko w stricte czystej wiedzy posiadanej wyuczonej z książek, ale w takim wyczuciu medycznym. Takim łączeniu faktów, logicznym kojarzeniu pewnych rzeczy. Na ortopedii był taki jeden lekarz z mega kompleksami i chciał się podleczyć moim kosztem robiąc ze mnie debila przed pacjentem. No i nie udało mu się :) jasne nie odpowiedziałam na wszystkie jego pytania, ale po półtorej godziny maglowania mnie jak chyba na żadnym egzaminie na studiach zdecydowanie mogę stwierdzić że to ja wygrałam.
Poza tym też dwa razy pisały do mnie moje koleżanki o poradę typowo pediatryczną. To miłe że uważają że już jestem na takim etapie że swoim własnym dzieciom chcą pomóc w sposób jaki ja podyktuję- to wiele dla mnie znaczy takie ich zaufanie we mnie. Wiadomo że też stanowi to niezwykły motor napędowy motywacyjne dla mnie aby dalej maksymalnie jak umiem rozwijać się :)

Ok spadam bo i tak pewnie nikt stary tu już nie czyta mnie :P

Wpis pisicuta
I tak minął miesiąc (ok, bez jednego dnia).
Waga sobie spada, pewnie gdyby nie okres który powinien być wczoraj możliwe że już bym osiągnęła cel, a tak to pewnie muszę poczekać do jego skończenia.
Dieta dość mi weszła w krew, trzymam ją tak w 70-80% zależy od dnia i taki procent wystarcza by działało i jednocześnie żebym nie czuła się przytłoczona założeniami.
Wróciłam do pracy i jest spoko. Na bieżącym oddziale nie mam za wiele roboty, wręcz trochę za mało, więc dużo siedzę czytając pediatrię.
W tramwaju czytam "zwykle" książki więc mam poczucie że nie jestem aż takim dnem życiowym.
Aktywność wplatam tyle ile dam radę, w tym tygodniu to głównie spacery godzina-dwie a wczoraj rowerek plus ćwiczenia z gumą.
Chyba o innych aspektach za wiele tu nie pisałam więc to chyba tyle :)

Wpis pisicuta
Ostatnio nie było mnie tu i... Chyba już nie będzie (osoby które raz na kilka miesięcy odzywają się pt "a ja cię lubię czytać" niech sobie darują choć teraz ten komentarz :P dzięki wiem, spoko, całkiem miło, ale kij mi to daje)

Doszłam do takiego etapu zmęczenia, że musiałam przemyśleć pewne sprawy. Co i ile w tym swoim życiu robię, po co i co mi to daje.

Częściowo już przemyślałam i jednym z wniosków jest to że wywieram na sobie zbyt dużą presję a pisanie tutaj ją jeszcze pogłębia. Wiele osób szuka tutaj motywacji, część ją znajduje-ja czuję że przekroczyłam granicę.
Myślę że łatwiej mi będzie uczyć się odpuszczać z części aktywności (aktywności które ciągle nazywam obowiązkami) nie pisząc tutaj.
Chce być dalej sobą i mieć bogate życie w którym się spełniam ale muszę nauczyć się czuć to spełnienie przy mniejszej ilości wykonanych rzeczy.
A też inna sprawa że nie umiem szybko pisać notek i za dużo czasu mi na tym schodzi :P

Jak ktoś chce pogadać co tam u mnie to oczywiście zapraszam cały czas :)