|
2010/07/27
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Kategoria:
J'adore Paris.
|
|||||||||||||||||||||||||||||
Musee d'Orsay.
Obudziłam się.
Mój zegarek pokazuje godzinę 17.15, co oznacza, że muszę wstać z łóżka i się ogarnąć. A ja aktualnie nie mam na to siły. Muszę wziąć się w garść, spakować waliżkę i ruszyć w 15-17 godzinną podróż, tyle samo godzin co do Paryża, a przecież jadę tylko na drugi koniec Polski. Powinnam w tym momencie prasować ubrania, wkładać do wielkiej walizki i sprawdzać czy przypadkiem nic nie zapomniałam, przecież to cały miesiąc. Nie mówię nawet o tym, że powinnam być bardzo bardzo szczęśliwa z tego powodu, taka jak wtedy kiedy się dowiedziałam, że jadę. Dlaczego akurat teraz? Seria niefortunnych zdarzeń dopada mnie jak zawsze w naj mniej spodziewanym momencie. Potrzebuję czegoś, co dodałoby mi siły, czekolady, pomarańczy, nektarynek albo chciażby lizaka Chupa Chups. Ale nie wiem dlaczego godzina 17.30 wydaje mi się za późną porą żeby iść do sklepu.
21:11 edit.
Jakimś cudem brnę przez wszystko co muszę zabrać i staram się o niczym nie zapomnieć.
Mówiąc szczerze jeszcze nigdy nie byłam tak długa poza domem, ale nie boję się odległości ani niczego z tych rzeczy. Ale nie ukrywam, że nie bardzo mam ochotę jechać.
Chociaż nie, mam ochotę. Dobrze wiem, że jest mi to potrzebne. Poza tym kiedy wrócę czeka mnie sporo miłych rzeczy.
Nie martwcie się, jadę dopiero o 20 więc jutro z pewnością napiszę coś miłego na pożegnanie.