Photoblog.pl

Załóż konto
Dodane 19 LISTOPADA 2016 , exif
Wyświetleń: 238

GODZINA OSIEMNASTA, A ŁAWKA CZEKA JAKBY PAMIĘTAŁA NASZ KSZTAŁT I ZAPACH, NIE USTĘPUJĄC SWEGO CZARU INNYM. WIERNY KAWAŁEK DREWNA SKRĘCONY ŚRUBAMI. TAK CHOLERNIE OBSKURNY, ALE TAK CIEPŁY I KOJĄCY. PIERWSZE SPLUNIĘCIE MIĘDZY WULGARYZMAMI ROZMÓW, I ODKRĘCONA BUTELKA ROZLEWA SIĘ SWOJĄ SZTUCZNĄ MIŁOŚCIĄ PO GARDŁACH. NIE PAMIĘTAM DLACZEGO WĘDROWAŁEM PO MARGINESIE CODZIENNOŚCI, ALE ZA KAŻDYM RAZEM BUDZIŁEM SIĘ Z ODRAPANĄ MORALNOŚCIĄ. PODNIESIONE CIAŁO WIROWAŁO W DZIWNYM TAŃCU I SPADAŁO ZNÓW NA GLEBĘ.

PODAJĄ MI ZNOWU. ZBLIŻAM USTA I WLEWAM W SIEBIE ILE TYLKO POMIESZCZĘ. PASKUDNE, ALE ZAPEWNIA TEN WSPANIAŁY POSMAK CODZIENNOŚCI, JAKBYM BYŁ KIMŚ! WIEM, ŻE JESTEM BLISKO, ŻE TYM RAZEM PODNIOSĘ SIĘ Z BŁOTA. NIGDY NAS NIE MA WE WŁAŚCIWYM MIEJSCU I CZASIE, ZAWSZE O KROK ZA DALEKO, ZA BLISKO. WIRUJE MI W GŁOWIE.

szzandra mrocznie
19/11/2016 21:46:37
Wejdź, a na pewno zostaniesz.