2009/06/05 Everything is bigger in Texas |
|||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||
|
udostępnij | ||||||||||||||||||||||||||
Pierwszy wpis od przyjazdu. A szkoda, bo przez 4 miesiące wiele się wydarzyło. Szkoda, bo jeszcze więcej uleglo zapomnieniu. Nie mówię tu tylko o "zdarzeniach"(sic!) jak legendarne już imprezy w oparach dymu w Black Mountain, których omamiony różnymi używkami umysł za długo nie pamięta.Chodzi mi przede wszytskim o sam proces oswajania miasta. Było to dużo trudniejsze niż zaprzyjaźnianie się z jakimkolwiek polskim czy nawet irlandzkim miastem. Tu musiałam najpierw wszystko zrozumiec, później dopiero poznawac. Trudno było zawierac nowe znajomości nie znając ZUPEŁNIE nikogo, jeszcze trudniej siedzieć wieczorami w domu oglądając Donalda Trumpa(nienawidzę gościa). Już mam swoją ulubiona kawiarnie(i bynajmniej nie jest nią starbucks) z uroczym Serbem-baristą, pana z Kurdzygistanu który zawsze mi macha jak tankuje na jego stacji, knajpę ze stara szafa grająca gdzie nikt o dziwo nie prosi mnie o ID no i magiczne miasteczka w Appallachach, ze szkołą folku, contra dancem i setkami artystów w małych drewnianych domkach. Powoli zaczynam kochac to miejsce, nie wiem co zrobię w lutym- czy można ot tak po prostu rzucić w błoto cały rok poświęcony na zawieranie przyjaźni, poznawanie? Poza tym przestaję tesknic- zamiast myślec o tym co "stare i dobre" straam się poznac to "nowe"-inne jak cholera, ale nie znaczy że gorsze. Z drugiej strony już mnie ciągnie dalej, ale to chyba cecha młodocianej ciekawości, która chyba wyrzuci mnie niedługo na wybrzeża Brazylii, ale o tym innym razem...
Następnym razem postaram sie zawrzeć wiecej "co sie tu właściwie dzieje", a tymczasem dobranoc, jutro helgatur(jak ja kocham to słowo) do Południowej Karoliny. yaaay!