Oboje, Zygmunt i ja, marzyliśmy o wspólnym zdjęciu. Niestety Zugmunt, chyba ze względu na tytuł i zajmowane stanowisko, trochę się wywyższa i patrzy na wszytskich z góry. Swoją drogą, ciekawe czy mu tam, na górze, nie zimno. Można by mu jakąś jesionkę nałożyć, co by nam się król nie przeziębił. (:
Co by, też, tradycji stało się za dość zostawiłam parę swoich bzdet w Warszawie. Korektor, kredkę i cień do powiek w Akademii Wilanowskiej, książkę i skarpetki w mieszkaniu mamy Kasi i jeszcze pewnie coś na Domaniewskiej w PaT'cie, choć tym razem tam było mnie najmniej. Chciałabym kiedyś odebrać wszystkie fanty... Przede wszytskim krem, który zostawiłam jeszcze w grudniu. (;
hejkum kejkum,
M.
p.s.
Złote zdanie dzisiejszego dnia poleci do... mamy Kasi, Zdunka i Zefira. A brzmi ono: Nie oglądaj się za siebie, bo ci z przodu ktoś przyjeb**