Witam ponownie. Wiem, tęskniliście, płakaliście i w ogóle totalna masakra... Ale już jestem! Więc otrzyjcie łzy, niewiasty, bo zmartwychwstanie jest bliskie! (Ach, jaka ja jestem normalnie akuratna :D)
Odbębniłam debiut sceniczny i jestem z siebie dumna i ogromnie szczęśliwa. Nie sądziłam, że to może być takie COŚ. Mam cichą nadzieję, że ta przygoda nie jest jednocześnie pierwszą i ostatnią, bo euforia od tygodnia ściska mi pępek.
Za dwa tygodnie biba stulecia - rozpierdolimy kosmos w Alter Ego. Będę miała swoje damy dworu, kreację wieczorową, oblany lukrem tort, zboczone prezenty, electro (bo liczy się pierdolnięcie), balety do rana i kamikadze jako pierwszy (prawie)legalny drink. Powiem jedno - jeśli was tam nie będzie, żałujcie.