Agata wyszła tu ślicznie, ja trochę mniej, ale jedno z baaardzo nielicznych zdjęć z obozu, na którym jestem. Potem będą inne, nasze własne-prywatne, z dziewuchami i sesyjne...
Zmęczona, ale szczęśliwa. Już tęsknię za górami za oknem, za huśtawką, na którym tak wspaniale zasypiało się czytając "Mistrza i Małgorzatę", za poznawaniem nowych funkcji kamery i za biegiem, w którym żyłam przez te dwa tygodnie.
Ale przede wszystkim za dziewczynami - Klaudią, Olą, Agatą, Marysią, drugą Olą, Justyną, Magdą... Za wszystkimi stołówkowymi fazami, śmianiem się z Dziadula, swobodnymi, całkowicie naturalnymi rozmowami w drodze. To był naprawdę uroczy wyjazd.