|
2010/03/12
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||
chciałabym juz do domu. tylko że teraz kompletnie nie wiem gdzie jest mój dom. dom jest tam gdzie są przyjaciele, więc nie rozerwe się kurwa. dom jest tam gdzie jest rodzina, ale z nimi nigdy nie układało się za dobrze. dom jest tam gdzie czujesz się wolny/a, ale wolność ma obecnie wyjątkowo kurewsko gorzki smak.
chyba wszyscy już jesteśmy zmęczeni tym wszystkim co się aktualnie dzieje. bo ile w końcu można przyjąć 'na klatę' hmm? znowu robi sie źle, ale źle w tym najchujowszym melodramatycznym stylu. takim ze spazmami szlochu grzęznącego gdzieś w gardle, chęcią niszczenia, tendencją do autodestrukcji i absolutną bezradnością. myslę o ostatnich wydarzeniach, odczuciach, wnioskach jakie z tego wyciągnęłam i czuję jak oczy robią mi się ciepłe od łez. znowu obudzę się pewnie kilka razy w nocy tylko po to żeby patrząc w sufit po raz setny roztrząsnąć ciężar sytuacji. a na co dzień ludzie raczej niczego nie ułatwiaja, tylko sprawiają że wszechświat dość mocno smakuje gównem. i dochodzi do tego jeszcze zażenowanie własnym istnieniem. niedługo nie będę spełniała już niczyich oczekiwań, łącznie z własnymi, bo zmieniam się tak że czasami już sama siebie nie poznaję, zastanawiam się kiedy tak zesztywniałam i zgorzkniałam, dlaczego nie mam siły i ochoty, dlaczego wszystko jest takie mało zabawne i mało satysfakcjonujące.
indie status na dziś : life, you must be kiddin' me.
09/03/2011 2:33:45
15/02/2011 19:21:56
06/12/2010 21:30:36
22/11/2010 21:34:29
20/10/2010 18:50:56
09/09/2010 14:26:01
03/06/2010 17:30:38
08/05/2010 20:41:10
Wszystkie wpisyblues
kindzol
ladymonroe
misstwiggy
yoursunrise
nicowanie
kociokwik
szpaq
Wszyscy znajomi