Jako, że mamy już marzec, a wręcz końcówkę marca, trzeba wreszcie sobie uświadomić, że to już koniec.
Tak. I jeszcze parę dni temu myślałabym, że przez te trzy lata robiłam błąd. Że trzeba było się otworzyć na ludzi, być bardziej chętną i mniej aspołeczną. Może wtedy byłoby lepiej...
Aczkolwiek ostatnio cała moja filozofia, którą stosuję od trzech lat, okazała się słuszną. I cieszę się, że jednak byłam właśnie taka. Że byłam sobą, do końca wierna temu, co sobie założyłam.
Został miesiąc. Rok temu skakałam z radości na myśl, że wkrótce nastąpi koniec. Czemu teraz tak nie jest?
P.S. Jeżeli chodzi o maturę to nie, nie boję się. Nie licząc pisemnego polskiego, od którego wszystko zależy ( zaczęliśmy właśnie dwudziestolecie międzywojenne...) i ustnego angielskiego, którego nie potrafię sobie wyobrazić. A na domiar złego, żeby przystąpić do matury muszę najpierw zdać z matmy, a wizja pięciu jedynek, które niedługo otrzymam, jakoś tego wszystkiego nie poprawia. Ale przecież tyle w tej szkole już przeżyłam, że to też wytrzymam. Mam nadzieję.
Oby tylko przyszłość nie okazała się taką, jaką się spodziewam...
02/01/2012 17:43:24
18/10/2011 17:10:56
02/08/2011 18:05:34
16/06/2011 20:44:34
30/05/2011 17:51:39
01/05/2011 21:02:14
05/04/2011 19:31:01
20/02/2011 19:22:27
Wszystkie wpisytrivial
marycha050
rududu
lateralus
cala0w0trawie
oblok
czekajacnaslonce
innervision
Wszyscy znajomi