Wróciliśmy do szkoły. I nie ma się z czego cieszyć.
Mogłabym zacząć narzekać na nową kobietę z pp, która każe nam się tego przedmiotu UCZYĆ; mogłabym narzekać na kobietę z matematyki, która uprzyjemni nam życie ośmioma jedynkami z maturalnych powtórek; mogłabym narzekać na moją wychowawczynię, która już na poniedziałek zadałam nam pierwszą lekturę i milion zagadnień do przerobienia na październik... Po tych paru dniach mogłabym narzekać na naprawdę wiele rzeczy, jednak żadna z nich nie równa się z ostatnią lekcją dzisiejszego dnia. Francuskim. Wolałabym każdą głupią fizykę, biologię, geografię czy chemię zamiast lekcji z panią B., która chce nas pytać na lekcjach, robić niezapowiedziane kartkówki, sprawdziany, wypowiedzi i ciągle mówi po francusku. Nie skończę tej pieprzonej szkoły.
Na dzień dzisiejszy maturę z matematyki zdałam, a właściwie to nie, na 22%. Milutko. Z polskim lepiej, aczkolwiek bardzo nie satysfakcjonująco, jeżeli chodzi o podstawę. A co dopiero będzie z rozszerzeniem...
To będzie najdłuższe osiem miesięcy mojego życia.
[ zdjęcie zrobione podczas powrotu z Chorwacji. chcę wakacje...]
02/01/2012 17:43:24
18/10/2011 17:10:56
02/08/2011 18:05:34
16/06/2011 20:44:34
30/05/2011 17:51:39
01/05/2011 21:02:14
05/04/2011 19:31:01
20/02/2011 19:22:27
Wszystkie wpisytrivial
marycha050
rududu
lateralus
cala0w0trawie
oblok
czekajacnaslonce
innervision
Wszyscy znajomi