fot. Ninevet
poniedziałek był dla mnie miły, przyniósł łyżwy (bez wywrotki! czy wspominałam już, że jestem naturalnym talentem?), pizzę, ploty i inne przyjemności i niespodzianki. zaraz po nim napadł mnie wtorek z koniem chodzącym nie najgorzej i siedzeniem w pracy od 15 do 1. środa, nie przyniosła nic specjalnego, koń była łaskaw być średni, a ja świętowałam zdanie sesji i mój miesiąc bez alkoholu. czwartek kazał mi spędzić w pracy 11h walcząc z tzw syndromem dnia poprzedniego. piątek.... nie powinnam chyba spać tak długo, obudziłam się z poczuciem fatalnym i tak sobie żyłam, przenosząc to na konia i pogłębiając w sobie. położyłam na to nie fajną imprezę, na której dzięki pracy byłam 0,5h, w pociągu pękłam i zaczęłam ryczeć, plus autobus dopełnił dnia łaskawie pozwalając mi spędzić na mrozie 20minut więcej. weekend przyniósł mi kolejno 12 i 8h w pracy.
zabieram jutro zad do babci, czas podładować baterie :)
12/02/2012 23:32:12
06/02/2012 0:07:48
04/02/2012 23:58:02
03/02/2012 16:09:04
02/02/2012 21:03:51
01/02/2012 17:56:42
30/01/2012 17:47:52
30/01/2012 11:10:33
Wszystkie wpisylapassion26
xequus
natalka1238
ropehalter
drabcio
hitek
ninevet
smallinashine
Wszyscy znajomi