wolę nie wiedzieć, co się dzieje z moim sercem. wolę biegać i cieszyć się codziennie słońcem, a nie codziennie się zastanawiać i drżeć ze strachu, czy następnego dnia to słońce zobaczę. wolę nadal palić i pić, zamiast martwić się, w jakim stopniu mi to zaszkodzi. wolę planować wakacje, wyjścia na koncerty, niż zastanawiać się, czy dożyję wejścia do kin filmu, którego zwiastun widziałam poprzedniego dnia.
czasem po prostu lepiej jest nie wiedzieć.
ale przede wszystkim dobrze wiedzieć, że jest przy mnie ktoś, kto mnie nie zostawi niezależnie od wszystkiego.
"no, może jakbyś się styła o trzydzieści kilogramów, ale wcześniej zaproponowałbym wspólną siłownię" :D