Weekend był dosyć długi i treściwy.
I chociaż coś mnie w kółko gryzło, to jednak kolejny jak najbardziej udany wypad.
Ech, szkoda że ta chwila nie może trwać dłużej...
Jak zwykle narodziły się dziesiątki tekstów, które powtarzamy jak najęci.
Powydurnialiśmy się jak na durniów przystało.
I wychiloutowaliśmy ciesząc się wspólnym towarzystwem.
Stwierdzam jedno - medykowanie wcale nie jest takie trudne jak mogłoby się wydawać.
Owszem, jest to odpowiedzialna robota, ale jednocześnie bardzo przyjemna.
Może jeszcze kiedyś dam się na to namówić.
No i znów mnie zaciągnęli do "Whose Line...", a raczej dosłownie wyrwali spod prysznica...
Cóż, można się było tego spodziewać, ale szkoda, że nie dali znać wcześniej.
A jako, że głos mi nieco niedomagał, popracowałem tym razem bardziej za kulisami.
Grupie dziękuję, bo tak spontanicznego przedsięwzięcia to jeszcze chyba nie było.
Zdjęcia z wypadu oczywiście zarzucę jak tylko co dostanę w łapska.
Tymczasem jeszcze Warszawskie wspomnienia (:
A jutro odwołane praktycznie wszystkie wykłady.
Więc szykuje się dzień byczenia! (:
Zaś już całkiem niedługo okulista, fryzjer...
Bom ślepy i kudłaty.
Nawiasem mówiąc, to mieliśmy dzisiaj dzień bałwana.
Tak nasypało białej magii z nieba, że końca nie widać.
Oby ten kawałek nieba jeszcze troszkę ostał się tu i tam...
Ogarnąć nie ogarnięte.
A jakże sporo tego.
Czy to się wszystko musi tak gromadzić na kupę?
Za dużo myślenia wprawia mnie w migrenę.
Chciałbym tak dużo powiedzieć, tak wiele przekazać.
I jednocześnie udowodnić sobie samemu, że nie mam związanych rąk.
Wszystko jest takim zygzakiem.
Sam go rysuję i pośród niego siedzę.
Aż tak trudno narysować prostą linię?
One world, for all the nations. One chance, for God's creation.
One sky, for all the children. One light, for hope and freedom.
Arise from deep damnation, survive discrimination.
Alive - a big sensation, we are the hero nation.
Who the hell you think we are?!
Peace.
linasakura
- 01/12/2010 19:39:30