Na początku żałowałam. Tego,że siedzę w autokarze. Że teoretycznie jestem sama i nie mam do kogo gęby otworzyć. Prawie nikogo nie znałam,a tych co znałam rozmawiali między sobą. Zwerbowana, bo kasa potrzebna za autokar, bo inaczej będzie świecenie oczami ( nie moimi).
Na miejscu. Droga na pola Lednickie to nic w porównaniu z drogą na pole woodstockowe. Beton.
Wejście na pola, dodatkowa opłata (7zł) o czym dowiedzieliśmy się w autokarze (cudownie!)
Wszędzie panował przepych, nadmierne afiszowanie się i chrześcijańskie ceny strawy .
Jedyne z czego się cieszę to zakupiona ksiązka za piątkę "Olivier i zeszyt z marzeniami" Sally Nicholls oraz klucz lednicki, ktory byl rozdawany rok temu za free. W tym roku były 2 ksiązeczki "dzienniczek Św. Faustyny " oraz druga o takiej samej tematyce w środku ;d Acha, jeszcze pierniczek toruński w kształcie serca i świeczka .
Ogólnie wszędzie przebywałam z Maćkiem, należało jakoś przeżyć tę wyprawę we dwoje.
Ostatecznie podobało nam się, choć nie zamierzamy już tam jechać za rok :-)
Miłość Was znajdzie!