|
2012/05/14
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Nie, nie chodzę w domu w czapce ale czasami po prostu nie chce mi sie jej ściągać :)
Jest tak, że wcześniej był kompletny brak zainteresowania. Mogłem wtedy powiedzieć, że na drugie imię mam powietrze.
No nic, jakiś czas temu zwrot o 180*, nie wiem kurwa, może jakiś ładniejszy jestem. W każdym bądź razie wokól siebie mam mnóstwo dziewczyn, które starają się zapełnić czas swoją osobą i w jakiś tam sposób zbliżyć się do mnie. Całkiem fajnie, miłe uczucie. Problem leży w tym, nie.. Problemem jestem JA, dlaczego? Właściwie to na razie tylko to wiem, że panna w której najwyraźniej się zakochałem, zauroczyłem, czy coś tam, ma mnie głęboko w dupie. Tak mi się przynajmniej wydaje bo pewności nie mam. Wiem też, że to moja wina, po częsci, bo czasami można coś źle zinterpretować, w zły sposób powiedzieć. A literki na ekranie nie pokażą w stu procentach kontekstu wypowidanych słów.. Jedno się kończy by drugie mogło się zacząć.
Ewentualną opcją czy też wyjściem dla mnie jest jakże utarte slowo "wyjeb się". No okej tylko, że to nie jest takie powiedz i już.
Mógłbym rónież zmienić odbiorcę swoich westchnień miłosnych na inną koleżankę, ale jakoś żadna się nie kwapi by mi w tym pomóc.
Mam dziwne sny, zmainy nastroju, zachcianki i odpały, ale w gruncie żeczy fajny ze mnię facio.
Od kilku dni słychać tylko Hucza i Bonsona, nie zamierzam póki co zmieniać swojego stanu emocjonalnego. <?>
Na koniec dodam jeszcze, że szczerze PRZEPRASZAM wszystkich, których powinienem przeprosić, mam swoje słabości a ideałem nigdy nie będę, więc : *
'jakie to wszystko jest kruche sam wiesz, to tylko Ty trzydzieści sześć i sześć..."
Gratuluje tej osobie, która przeczytała całość i niepokiereszowało jej głowy, props.