{ śnisz mi się co noc
tylko w snach mogę mieć Cię
t a k blisko }
I ja się zastanawiam - jak to się mogło wydarzyć, kiedy to się stało, ten moment magiczny, ta chwila ulotna jak motyl, której nie zauważyłam... nie mogłam do tego dopuścić, a jednak stało się. I co, i co dalej ? Zadaję sobie wciąż to pytanie. Chcę i pragnę tak wiele, ale przenież nic nie mogę, w tej sytuacji nic nie mogę... Rzucić Ci spojrzenia namiętnego i pełnego miłości nie mogę, dotknąć nie mogę i powiedzieć słówka nie mogę, nawet między wierszami... Na dystans się trzymać mogę, choć nie potrafię. Muszę, choć nie chcę. Nie chcę wcale, bo to wbrew... nie, to tamto byłoby wbrew, to wszystko, co mogłoby się wydarzyć - byłoby wbrew... wszystkim zasadom i konwenansom, i moralom, których musimy się trzymać. Ty i ja. Nic się nie może zdarzyć, a ja drżę wewnętrznie za każdym razem, gdy jesteś - bardzo obok, siedzisz ze mną przy jednym stole, albo nie-ze mną, albo widzę Cię, choć nie ma Cię tu wcale - drżę na samo wyobrażenie i myśl, że... Widzę to w Twoich oczach, w ustach Twoich, których kształt kocham, gdy się śmiejąc...
Boli. Bo nigdy... nigdy nic...
Boże! Dopomóż.