Czyli to, co lubimy najbardziej - przekształcanie szeregów na jedną foule na skok wyskok .. Dlatego zostałam w siodle, bo nie spodziewałam się, że tak zrobi. No, ale przynajmniej dzięki temu, że się pochyliłam nie zleciałam, a mało brakowało. Ale co najważniejsze - dolecieliśmy, zrzutki nie było. W czwartek/piątek byłam na wycieczce .. okropność! Nie będę się na ten temat rozpisywać, bo raz, że szkoda mi na to czasu i bloga, a dwa, że za dużo do pisania. Wczoraj u koników, na krótko, bo na krótko, ale byłam. Najciekawsze jest to, że mój ukochany pan z góry mnie wkurzył. Dlaczego? Tak, jak kiedyś mogłam do niego normalnie wchodzić, przytulać się, to teraz bój się Boga, to coś na ciebie się tak szczurzy, próbuje gryźć, że masakra. Może to dlatego, że w czwartek przyjechało 36 dzieciaków do stajni .. Z okazji Dnia Dziecka. Ale takie szczurzenie się zaobserwowałam już w zeszłym tygodniu, ale w mniejszym stopniu. Ma ktoś pomysł, jak wybić mu z głowy takie zachowanie? No, przynajmniej, żeby nie próbował gryźć jak się wejdzie do boksu.
Ps. Chora jestem po tym czymś dwudniowym.