|
2012/06/04
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Nawalamy łebkami z Qqłą i Matysiem. Mój łeb hest invalidem.
Regeneruję się. Jest po czym. 3 dni. Trzy wspaniałe dni, które minęły tak cholernie szybko.
Pocieszam się myślą o Woodstocku, który mam nadzieję wypali i w tym roku. Właśnie ogarniam ekipę.
Chcę krzyczeć, wyć i śpiewać. Tupać, skakać, napierdalać, klaskać bez końca.
Tak, to jest to, kuchwa mać. Kocham to. Całe ciało takie obolałe. Banan na ryju. Tak tak tak.
Wiecznie mi mało. Chcę jeszcze raz. Jeszcze milion razy. I jeszcze, jeszcze, jeszcze...
Deszcz, pył, ciarki, skurczybyki z długimi włosami. Więcej, więcej i więcej.
Niech to się nigdy nie kończy.
-Blubelek Blu! Chcesz na falę?!
-Niee, nie mam już siły...
-No to chodź ! *blubelka w górę*