Tegoroczne walentynki, były chyba jednymi z lepszych w moim życiu. Serio-serio. 27 lat na karku, a najlepszymi walentynkami okazują się te, spędzone w towarzystwie samej siebie :P Drogi pamiętniczku, jak mam to rozumieć, hę?? :P:P:P
Humoru nie zepsuła mi nawet burkliwa siksa sprzedająca bilety w kinie, która z oburzeniem przyjęła zamówienie na JEDEN bilet na romantyczną komedię. No bo jak to?? Są walentynki!! Ojej, no i co w tym strasznego?
Wieczorny koncert nie był tak boski jak grudniowy, ochy i achy zagłuszyło troszkę zachowanie publiczności. Nie rozumiem, po co ludzie wydają pieniądze i chodzą na koncerty, skoro siedzą potem na, za przeproszeniem, pupie i jedyną ich reakcją są niemrawe oklaski po każdej piosence. Być może jestem niesprawiedliwa, być może nie każdy na sam dźwięk skrzypiec, czy samotnej trąbki, którą zaczynają koncert dostaje gęsiej skórki na całym ciele, ale ludzie... Wg mnie to był lekki brak szacunku... Mimo to... uroczy trębacz (to akurat jego foto z grudniowego koncertu, bo nie zgrałam jeszcze zdjęć z wczoraj), "No woman, no cry", serkowe "Kocham Was", czy Sebkowy smyczek, który zerwał się na mojej ukochanej piosence... I nadal sie uśmiecham, mimo że pomyliłam autobusy i w środku nocy wylądowałam nie wiadomo gdzie :D Mimo że spałam niewiele, a po powrocie z Wrocławia musiałam zaliczyć popołudnie w pracy. Mimo że dziś cały dzień, czułam się jakbym miała kaca :P Mimo że nie wiem, kiedy znów ich zobaczę.
Muzykę mam w sercu.
15/02/2012 21:36:51
11/01/2012 22:34:26
09/01/2012 21:02:03
01/01/2012 10:34:52
07/12/2011 9:31:45
23/11/2011 22:20:20
15/11/2011 20:47:33
09/11/2011 21:31:40
Wszystkie wpisy