wiem, nic nie pisałyśmy, ale to przez brak czasu. Ale dzisiaj musiałam...
Łzy, łzy i jeszcze więcej łez. Tak mogę określić wczorajszy dzień...
Nie tylko te Mariusza, ale również moje, jak i Kasi....
Obie ryczałyśmy do słuchawek telefonu. Może to dziecinne, niedojrzałe,
ale... zwycięstwo było tak blisko !
Już w duchu skakałam ze szczęścia, że mamy upragnione złoto Ligi Mistrzów.
Nareszcie Polska pokazałaby, że ma b.dobrą ligę i z jej drużynami trzeba ciężko walczyć.
I walka była... bez zwycięstwa.
Ostatnia piłka. Atak Winiarskiego. Byłam pewna, że w aut, ale po bloku. Już się cieszyłam.
I nagle... ruscy wyszli na boisko. Skakali, śmiali się.
W pierwszej chwili nie wiedziałam co się stało. Pomyślałam, że żart. A jednak nie...
Osłupiałam. Dosłownie, gapiłam się przez kilka minut w telewizor z otwartą buzią.
Gdy wstałam, popłakałam się. Z rozczarowania, smutku...
Przyznam, że sędziowie mylili się na naszą, jak i Zenitu korzyść.
Ale to była za ważna piłka. Zadecydowała o losach tego spotkania...
Oliwy do ognia dolał jeden z zawodników Zenitu Kazań *nie pamiętam imienia* ,
który przyznał się, że było po bloku, że dotknął piłki...
Na rozdaniu płakali. I Mariusz i Winiar i Zator....
Wszyscy chyba płakali.
Teraz trzymamy kciuki za Resovię, Politechnikę oraz Częstochowę.
oby im się powiodło... w końcu to Polska, naród jedyny w swoim rodzaju.
Madzia