Wielkie piętno odbija w moim świecie muzyka, jestem pasjonatem i puki co, jeszcze "domowym rzemieślnikiem". Nie potrafię chodzić i funkcjonować bez muzyki. Metal korzenię w sercu od 9 roku życia, kiedy to za sprawą Metalliki zauroczyłem w sobie i skutecznie zaszczepiłem ten gatunek i poznałem coś dla mnie w ogóle innego poza Michaelem Jacksonem... do dzisiaj wiernie kocham szeroko-pojętą muzykę cięższego kalibru niezrozumiałą dla przeciętnego słuchacza mainstream'owego. (to typ miłości od pierwszego "usłyszenia"), która z wiekiem i moim "rozwinięciem muzycznym za pomocą giatry" ewoluowała poprzez Metallikę, Slipknota (2 pierwsze albumy) aż po Death, Behemoth, Strapping Young Lad, Rotting Christ, Samael i generalnie inne.. bardziej extremalne soundy, ale też nie tylko. Uwielbiam zasłuchiwać się w Oldfield'dzie, Floyd'ach, Guns n' Roses czy solowych wykonawców takich jak Satriani, Timmons, Darius, Możdżer... Generalnie jedno wielkie muzyczne combo.
Zawsze twierdziłem że muzyka jest tylko JEDNA. Dzielącą się na taką, która mnie dotyka, i taką która nie rozbudza we mnie najmniejszych odczuć. Idąc za tym twierdzeniem poznawałem i tylko poszerzałem swoje horyzonty jeżeli chodzi o muzykę. Muzyka lżejsza pokroju wspomnianych już Floydów czy Sting'a z The Police czy nawet poezja Kaczmarskiego nie jest mi też obca. Wydaje mi się że muzyka jest zbyt piękna aby jej nie poznawać. Warto cały czas jej szukać i zagłębiać.
Muzyka przecież towarzyszyła człowiekowi od zawsze, na podstawie obserwacji prymitywnych plemion łatwo można stwierdzić, że należy ona do najbardziej podstawowych, egzystencjonalnych potrzeb człowieka. Za pomocą instrumentów człowiek potrafi przelać własne wnętrze i charakter. I "zmaterializować" swoje myśli do postaci określonej ilości, rodzaju i typu dźwięków. Od czasów prymitywnych plemion.. podejście do muzyki nie zmieniło się w żaden sposób, jedynie muzyka.
-Bardzo krzywdzącym twierdzeniem którego nie znoszę, jest określanie mnie mianem Metala. Otóż chciałbym oświadczyć że nie podpisuję się pod żadną ze znanych mi subkultur. Długie włosy, styl bycia, ideologia, ubiór nie mają z tym nic wspólnego. Jestem fanem muzyki i chciałbym aby mnie tak postrzegano. Nie dbam o to czy spełniam kryteria wg. jakiegoś wiejskiego pionka czy cyber true warriorów biegających po forach. Wydaje mi się że człowiek jest na tyle interesującą i złożoną istotą że szufladkowanie go jednym słowem i hasłem jest bardzo terminem nie precyzyjnym, a czasami i nawet uwłaczającym godności człowieka.
-Nienawidzę gdy przerywa mi się zdanie i wcina w moją wypowiedź, często przekrzykując wręcz mój głos, w celu opowiedzenia czegoś mniej wartościowego i nie mającego w ogóle nic wspólnego z poruszonym tematem.
-Fascunuje mnie również literatura. Ale raczej nie ta którą pamiętamy ze szkoły sredniej. Zawsze miałem dziwnego rodzaju wyparcie na lektury szkolne. Nie wiem czy spowodowane to było moim nastawieniem do tego rodzaju szkolnictwa, czy faktycznie były takie złe. Ale sugerując się faktem że Zbrodnia i Kara mi się podobała to raczej to pierwsze.. Dzisiaj kręci mnie raczej coś pokroju Mastertona, Lovecrafta, Kinga ..ostatnio Wilsona.
-Kolejną rzeczą którą uwielbiam są filmy. Również wspaniała forma rozrywki i spędzenie czasu. Cenię sobie gdy coś jest zagrane prosto z serca. Szczerość, emocje i bezwarunkowe oddanie są dla mnie najważniejsze w każdej dziedzinie sztuki!
I sam zawsze staram się nawet w domowym zaciszu grając partie gitarowe w sposób naturalny, nie schematowy uchwycić epicentrum własnego siebie.
-Kebab, Krokiety mojej madre i kawę przez Kasie zrobioną...
-Lubię siedzieć na styropianie i głaskać zwierzęta :)