Pierwszy dzień wiosny zapowiadał się od kilku dni na naprawdę ładny i słoneczny. Z wagarów nici z racji niedzieli. Z innych wiosennych rzeczy zresztą też, bo od rana padał straszny deszcz. Szkoda, bo czekałem na jakieś pogodne zwieńczenie moich ostatnich "sukcesów". Co nie zmienia faktu, że od ostatniej środy naprawdę wesoło. Pogoda również zawitała, ale do mojego wnętrza.
Środowy wieczór to mocno spontaniczne spotkanie gorzowsko-wrocławsko-poznańskie na Wichrowym. Wino + sałatka + kanapki + koreczki + gry i zabawy z ziomami i ziomalkami. Kalambury o 2 w nocy to jest miazga (pokazać Filadelfię? :P). Tak samo jak odgadywanie swojego alter-ego przyklejonego na czole. Przyjemny wieczór z dobrym jedzeniem i masą śmiechu. Niestety było tak dobrze, że rano na zajęcia nie dałem rady wstać, chociaż budzik dzwonił. Odrobiłem to następnego dnia, poświęcając się i wstając w piątek o godzinie 8... na wykład! Pierwszy raz byłem na Systemach religijnych świata, ale na pewno mam zamiar się na tym jeszcze pojawić. Rewelacyjny prowadzący, religie rozpatrywane pod kątem słynnych wydarzeń terrorystycznych i politycznych, ciekawie przedstawione. Aż chciało się słuchać. Kto by pomyślał, że piątek na uczelni może być taki przyjemny.
Upiekliśmy z Mają ciasto! Pierwszy raz uczestniczyłem w takim przedsięwzięciu. Nazywa się to coś czekoladowiec i jest nieziemsko słodkie. Dumny jestem z tego wypieku, chociaż wiele przy nim się nie trzeba było napracować. Najwazniejszy jest jednak efekt, a ten jest jak najbardziej pozytywny. Pozytywnie również jeśli chodzi o Stilon. Zwycięstwo z Górnikiem Łęczna 1:0 dało nam poważny bonus i w miarę spokojną przewagę nad strefą spadkową. Wygrał również Lech z Jagiellonią, 2:0 w okropnej ulewie, za to przy naprawdę niesamowitej atmosferze na trybunach. Aż strach pomyśleć co tam się będzie działo jak do użytku zostanie oddany cały stadion. Trochę szkoda Małysza, bo na koniec niezłego sezonu dwa czwarte miejsca. Tuż za podium Mistrzostw Świata w lotach indywidualnie i w drużynie. No cóż, przyszła wiosna skoków ni ma.
A mi z moją Kobietą przyszło dziś wyjść w ten deszcz do miasta. Kończył się słynny, poznański Motor-Show na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Jako słynne blachary nie mogliśmy takiej okazji przegapić. Trochę się zawiodłem. Co prawda od wejścia zaatakowały nas S-Clasy Mercedesów, Porsche, Jaguary i Dodge, ale potem juz było coraz gorzej. Niby wszystko w trzech halach targowych. Niby wielkie marki. Niestety obejście wszystkiego zajęło niecałą godzinę, a przez połowę czasu szukaliśmy miejsca, gdzie jeszcze mogły ukryć się sportowe samochody. Nie znaleźliśmy nic ciekawego. Jedynie ogromne TIRy i wozy strażackie, a to nie to co tygrysy lubią najbardziej. Maja chce na urodziny "oczojebno"-zielonego Citroena C3, co jest dziwnym wyborem, patrząc na te rasowe, sportowe smoki, które na motor-show się pojawiły. No ale kobiet nikt nie zrozumie. Ja chcę za to Jaguara, chociaż taki Viper na jakieś wypady za miasto też daje radę.
Do Hip Hop Kempu już tylko 150 dni. Pojawiły się już bilety w oficjalnej sprzedaży, także niedługo trzeba będzie wyruszyć do Emipku przy Placu Wolności i zakupić kilka sztuk. Tymczasem nastrajam się przy nowej płycie Masta Ace'a i Edo G. http://www.youtube.com/watch?v=UoePdFAGXE4
Tyle :*