| 2010/01/26 | ||||||||||
|
||||||||||
|
udostępnij | |||||||||
Wybaczcie mi powyższe sa-mo-jeb-stwo.
Muszę na chwilę się zatrzymać. Powstrzymać stopy od kontynuowania marszowego kroku w przód. Droga, którą kroczę, jest pełna przeszkód i niespodzianek. Nieprzemyślany marsz do przodu mógłby sprawić, że zboczę z odpowiedniej trasy. Czuję, jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a głowa powoli opada na dół...
Budzę się. Chyba upadłam ze zmęczenia. Droga taka jaka była, taka wciąż jest. Planu nie ma, entuzjazmu tym bardziej. Co robić? Ratować się! Czasu na regenerację mam wystarczająco dużo, szczególnie teraz. Wystarczy tylko odpowiednio skomponowany plan, by wszystko poszło zgodnie z moją wolą, jak piękna melodia płynąca z pięciolinii wypełnionej po brzegi kształtnymi nutami, znakami, cyframi... Rozmarzyłam się nieco, czyż nie? Moje niespełnione ambicje muzyczne się tu ujawniły, ale nie przestaję wierzyć w ich spełnienie. Narazie czerpię inspiracje od innych, starszych i bardziej doświadczonych ludzi, którzy siedzą w tym od lat. Prawda, Calo?
Strzepuję kurz z wełnianego swetra. Biorę moją walizkę wspomnień i powoli podążam uliczkami mojego umysłu. Będzie dobrze.