Lat czternaście i pstro w głowie. Wybuchowy stoik, w głowie same paradoksy.
Trochę rysuję i piszę pamiętniki. Znacznie więcej czytam i gram. Często milczę i komentuję w głowie świat. Jeżdżę konno, a raczej spędzam cały swój wolny czas w towarzystwie mojego konia, Evii o białej kropce na czole, która maść ma wręcz smolistą. Jestem z końmi od dzieciaka i preferuję od paru lat naturalne podejście do współpracy z nimi, bo uważam, że na to zasługują.
Lubię nosić różne bransoletki, od szarych po kolorowe, od rzemyków po metalową imitację wędzidła.
Gram na saksofonie w ukochanej szkole, której nie chcę kończyć.
Gadam ze swoją jaszczurką, Jake'iem, która ostatnio okazała się samicą, więc musiałam ją przechrzcić na Jane. Opowiadam jej, jacy ludzie bywają śmieszni. Nawet teraz, kiedy czytając to myślą "chyba ktoś tu jest chory na głowę".
Nie rozstaję się z aparatem. Każda chwila jest wyjątkowa i nadaje się na ujęcie. Lubię w zdjęciach coś magicznego i niepokojącego, coś co każe się na nie gapić godzinami.
Plastry w portfelu, tak na wszelki wypadek, i bilety tramwajowe z różnych polskich miast.
Licznego grona prawdziwych przyjaciół nie mam, mam jednego, jeśli mówimy o ludziach. Około trzydziestu, jeżeli wliczamy w to zwierzęta.
Słucham symfonicznego metalu, rocka, power metalu i czegoś melodycznego. Nie wzgardzę punkiem i alternatywą. Czasem reggae.
Jest kilka rzeczy, o których marzę. Jest w nich jedna osoba M, jeden koń na J, jedna rzecz na C i jedno uczucie na M.
W skrócie, jestem taką sobie szarą Julką, prawie niczym się nie wyróżniającą.