osobiście uważam, ze zwiazki sa do bani. niedopowiedziane slowa, jedna strona oczekuje czegos od drugiej, nieustanne klotnie, bo przeciez w czyms musimy sie nie zgadzac. ale bez tego wszystkiego taki zwiazek byl by nudny. jednak dalej obstaje za tym, ze przez najblizsza dekade nie zwiaze sie z zadnym dupkiem, zeby mi on przypadkowo, ot tak, od niechcenia nie zlamal serca. nie bede przechodzila przez to po raz trzeci, swoje mam juz za sobą. tak więc mam jedno jedyne postanowienie noworoczne-zero zakochania, zwiazkow i calego tego milosnego szajsu, przynajmniej na jakis czas. no chyba ze znajdzie sie jakis rycerz na bialym koniu i totalnie zawroci mi w glowie, w co oczywiscie watpie, wiec dalej obstaje przy pierwszej czescie notki. oczywiscie jakies mile spotkanie, imprezka, czy nawet spacer, jak najbardziej. nawiazanie intelektualnej debaty, moze nawet cos wiecej? to w niczym nie przeszkadza, ale w pewnym momencie trzeba umiec powiedziec nie, i chronic siebie samego, bo jak sam o siebie nie zadbasz nikt tego nie zrobi. mimo, ze na poczatku bedzie ci mowil, ze obroni cie przed calym swiatem, ze jestes najwazniejsza, to po pewnym czasie wyjdzie z niego ten zasrany maly egoista i powie, ej stary przeciez ona nie jest tego warta, patrz na siebie :)