|
2012/06/02
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Hm. Waga wróciła. Oczywiście deprecha, smutki odeszły. Ważyłam rano te 49, fajnie, okej ale dziś już zepsułam... Odmawiałam, starałam sie ale babcia skutecznie wpychała we mnie kolejne dania. Jestem na zjeździe rodzinnym, milion wujków i cioć, no i te okropne rozmowy o mojej przyszłości...
Z początku wszystkim oczy wypłynęły bo "ja nic nie jem" i wychudłam, zbladłam, wymnarniałam co było rzekomo winą matury - ha! boki zrywać. Babcia się chyba bardzo przejęła bo serwowała mi przed obiadem mnóstwo rzeczy. Rodzice pomogli ją wyluzować... nie tknę nic przed obiadem. Tak się już wyuczyłam. No ale o 15 tak mi już burczało w brzuchu że wstyd mi było. Przyjeżdżam taka niby chuda, powtarzam, że nie jestem głodna a brzuch mówi zupełnie co innego. No ale wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy zjadłam pełen talerz obiadu i doprawiłam to jeszcze ciastem. :x
Poszłam na spacer. Bałam się. Choć były to puste, ciche pola miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Nie wiele przeszłam, może maks 2 godziny szybkim krokiem. Potem oczywiście i tak zjadłam sporą część ciasta. Ale nie było jakieś kaloryczne, od tych trzymałam się z daleka. W moim brzuchu dominuje kakao które według babci jest zajebiste na serce i stres!
W środę jadę do Warszawy. W Sobotę mam koncert Linkin Park :* . Będe prawie tydzień bez obiadków mamusi bo pomieszkam z przyjaciółką w pustym mieszkanku. To będzie mój ratunek od co-chwilowego obżarstwa. Ja nie mam już napadów w ogóle tylko inni tak na mnie wpływają. Po prostu nie chcę robić scen i boje się, że mi do tego malo brakuje. Wyjazdy są mega problematyczne, właśnie te gdy jedzie sie do znajomych. Najpierw nazywają cię grubasem, potem anoreksją. Czyhają na najmniejszy gest który utwierdzi ich w przekonaniu, że jesteś chora. Ludzie są zawistni i złośliwi. Te dwa przymiotniki robią z nich prawdziwe hieny.
bilans:
z 6 kawałków kakaowca,
troche jabłecznika,
skrawki wuzetki i murzynka - moglabym tego nie liczyc bo i tak spaliło sie na spacerze
kotlecik mielony, 2 ziemniaki z koperkiem, troche mizerii," koreczek " (pierś z kurczaka z pieczarką w środku)
szczerze to ten obiadek byl zdrowy tylko ten kotlecik byl smazony. nie bylo mi z tym tak źle, gorzej z ciastami.
ale babcia nie ma zwyczaju piec kalorycznie - wiecie, te stare przepisy i zwyczaje bez tradycyjnych teraz kremów i czekolady. tak wiec maksymalnie zjadlam te 1200kcal choc wydaje mi sie ze zmiescilam sie w 1000kcal spokojnie.
porownujac swoj stan teraz do tego sprzed chociazby roku - ewidentnie mam teraz siano zamiast mózgu. jedzenie jest moim najwiekszym problemem zyciowym, wszystko inne idzie mi gładko. naprawde, nie wiem jak to dziala, ale dzieki odchudzaniu wszystkie emocje pakuje w jedzenie a nie w matury, uczenie sie, martwienie na zapas o swoja przyszlosc. i co jak co - poki co mi to naprawde pomoglo.
Ale niestety. Nadal jak to człowiek brakuje mi kogoś obok...