Coś jest nie tak. Dziwny moment gdy siedząc ze słuchawkami w uszach i pozwalając myslą w głowie się rozwijać uświadamiam sobie, że płacze i niewiem czemu. Jestem na siebie zła, że przejmuję się pierdołami, że drobne rzeczy potrafią doprowadzić mnie do łez. Jednak to nie do końca o to chodzi. W momencie kiedy uzbiera się wiele 'pierdół' bolą tak, jak konkretny lewy prosty w ryj.
Nie lubię tego uczucia, gdy siedzę SAMA. Kompletnie SAMA , nikogo nie ma obok mnie i nie mam komu tak po ludzku się wypłakać w rękaw. Beznadziejna jest ta świadomość, że najbliżsi przyjaciele przestają mieć dla Ciebie czas. Że Twoje miejsce zaczynają zajmować inni ludzie, a Ty nie masz na to wpływu. Usuwasz się w cień, bo nie chcesz się wpierdalać..
Jasne. Umiesz liczyć-licz na siebie, ale jednak o wiele lepiej mieć osobę, z którą możesz usiąść i po porostu pogadać. Mieć tą świadomość, że możesz nawijać kilka godzin i ta osoba dalej będzie Cię słuchać. Czemu przestałam mówić o tym co mnie boli ? Najnormalniej w świcie ze zwględu na brak czasu. Na TWÓJ brak czasu dla MNIE, bo przecież teraz inni są ważniejsi. Może moje zachowanie jest z jednej strony egoistyczne. Ale po prostu chciałabym, aby było chociaż troche tak, jak kiedyś. Żeby było się komu wygadać, bo sama nie wyrabiam. Jednak Ty tego nie zauważasz...albo nie chcesz widzieć. Mniejsza.
Boli też to, że również Twoje miejsce w moim życiu zaczynają zajomować inni ludzie. Czasami czuje , że bardziej ufam obcym osobom niż Tobie.
Czekaj. To nie miało tak wyglądać.
Miało być o wiele inaczej. Nie chcę, by przez osoby trzecie nasza przyjaźń rozpadła się. Wiesz co jest teraz najgłupsze ? Po pierwsze fakt, że znów zeszłam z tematu, a po drugie...że nawet jak Ty to przeczytasz, to nie pojmiejsz tego, że chodzi mi o Ciebie.. Ty nie zauważasz tego, że coś sie jebie.
Chciałam wrócić do tematu, ale wena mi uciekła. Podsumowując :
Czasami dobrze samemu wszytsko przemyśleć, jednak fajnie jest mieć osobę, która może Cię tak po prostu wysłuchać. Nie koniecznie musi dawać jakieś dobre rady, wystarczy fakt, że jest i że nas słucha.
Jeśli chodzi o mnie, to nie za bardzo lubie rozmawiać o moich problemach z innymi. Nigdy nie umiem dobrać słów, by powiedzieć co czuje. Nie lubie zatrówać komuś dupy. Mało kogo obchodzą moje problemy, a na dodatek dochodzi ta świadmość, że część ludzi po prostu cieszy się cudzym nieszczęściem.
Dowartościowują się czymimiś porażkami to chore...ale prawdziwe.