ostatnie dni mojego życia ostro dają mi w kosć.. Nie ma pozytywnej rzeczy w tym, że żyję nic mi sie nie udaje. Wspoinam się na linie ambicji która uplotłam i w pewnym momencie na niej zawisam i nie potrafie dalej walczyc. może mam problem ze swiatem, albo to on ma problem ze mną. mam dość juz tych wiecznych łez, i staram sie ograniczać nie myslec o tym co złe. Ale gdy tęsknie czesto pąłcze a tęsknie 24 na dobe , 60 minut na godzine cały czas bez ustanku.. Brakuje mi strasznie mojego Promyczka, mojego szczęscia, mojej nadzieji na lepsze jutro. Wczesniej bylo wszytsko prostrze a teraz nie ma nic pierdolony THE END. A dalej musze radzić Sobie Sama i wszyscy piachem w oczy, pierdolę takie życie mam tego serdecznie dość. Gdyby nie te pogody poniżej - 20 to wyszła bym z domu i nie wracała przynajmniej przez kilka dni...
`Siedziała owinieta we wspomnienia z kubkiem w reku i łzami w oczach.. Tęskniła za Nim okropniei jednocześnie myślała co by było gdyby powiedziała mu, że chciała by być jego ale juz tak bez końca ,
bez tego endu.`
Tęsknota zabija.