|
2010/03/10
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
że znalazłam w ślubnych.
tak o.
robię kolejne rundki po kosmosie. nie w głowie mi wracać. nie jest to 100% przyjemny kosmos. tu też są zmartwienia, tyko takie otoczone mleczną drogą, mgiełką pozytywnego 'przecież w końcu będzie z górki'. rzekłabym nawet, iż ten kosmos to nijaki jest. ale taka nijakość lekka, zdystansowana.
nie rozpędzawszy się szczególnie dostrzegam jednak dobrych ludzi obok. takich, z którymi chcę spędzać czas. miła zmiana po niedawnej alienacji. znów z uśmiechem naiwnie wierzę w bezinteresowność. znów przyjmuję na barki pełnopostaciową naiwność. bo przecież to niemożliwe, żeby wszyscy byli tak zepsuci, czekający za rogiem z pianą w ustach na odpowiedni moment wbicia ci noża w plecy. poniekąd zazdroszczę Babełkowi nosa do ludzi. takiego instynktu zapalającego w czas czerwoną lampkę, niczym telepatyczne sprawozdanie z myśli, charakteru i efektów wewnętrznych mikstur nowonapotkanego człowieka. ponoć całe życie się uczymy.
poleci mi ktoś dobrą książkę? ale taką megadobrą, poruszającą, z napięciem, pełną emocji, zdarzeń, nie sf, nie horror, nie romans, z nutką psychologii, lekkością wchłaniania. z góry *;