na zdjęciu: Kiriłł.
robiłam: ja.
kotlet. przy okazji jedno z moich najulubieńszych zdjęć.
słowem wstępu... ta notka należy do właściciela nóg znajdujących się na zdjęciu poniżej. przed swoim wielkim wyjazdem na pół życia chciał pozostawić po sobie kilka słów [dbaj tam o siebie, Solnce, i daj się czasem czuć ;*]. proszę o chwilę uwagi i nieregulowanie routerów.
oddaję głos. - Moosie.
***
-Telefon zastępczy będzie Pan brał?
-..jeśli istnieje taka możliwość..
-Tak, oczywiście. (i podaje Ci obleśną komórkę z tłustą klawiaturą)
W taki oto sposób, za każdym razem, gdy tylko zdecyduję się na jakikolwiek krok do przodu, przy okazji starając się chociaż trochę zyskać na tym, zostaję cofnięty. I to nie o jeden, o kilka kroków! Naprawdę przychodzi taki moment, kiedy ma się zdecydowanie wszystkiego dość. A dokładniej nie ma się na nic innego ochoty. Nie wiem od czego to zależy, bo każdy natrafia na niego w różnym wieku. Być może od tempa życia, być może od powierzonych obowiązków, albo jest to czysty przypadek. W każdym bądź razie, ów moment nastąpił! To, co było dotychczas owszem, było! Tym nie mniej, nie wzbudza żadnych emocji. Gdyby chociaż nienawiść, obrzydzenie.. Nic! Dlatego nie godząc się na taką kolej wydarzeń, nagle, nikomu o tym nie mówiąc, można po prostu zebrać manatki i uciec. Nie tchórzliwie, chowając głowę w wysokim kołnierzu. Przeciwnie. Dumnie. Kończąc wszystkie zaplanowane sprawy tutaj, nie rozpoczynając jednak nowych. Machając innym, i Jej, i Jemu, i Im na pożegnanie! To, co czeka, może okazać się jeszcze gorsze, ale jest nowe, dotychczas nie poznane. W poszukiwaniu nowych motywacji, po to, by odzyskać utraconą gdzieś ambicję. Tak więc, żegnam wszystkich. Będę tęsknić, ale tylko za czterema osobami (mamą, tatą, Moosie i.. ). Pozdro! - Kiriłł.
______
edit:
NIE ŻEBRAĆ O GŁOSY. NIGDZIE NIE BĘDĘ WCHODZIĆ.
KOMENTARZE KASUJĘ.