Moosiątko.
poczynił Kubas.
autor kazał schować mi te zdjęcia na dno szafy, ale nie uczynię tego (; co gorsza, pozostawię je tak, jak też otrzymałam. pierwotnie miałam przedrapać na b&w, ale wolę pozostawić w oryginalnym "co autor miał na myśli". bo jest tu trochę Twojego serucha Kubasku, jak i mojego cierpienia z powodu zimna, Twojej bezwzględności i braku empatii.
***
Powracając do Gdańska cieszyłam się ciepłem pekaesowych autobusów. W uszach rozbrzmiewał mi zimowy Sting z jego ostatniej płyty, a za oknem rozpościerał się biały płaszcz puchowego chłodu. Doczytywałam ostatnie kartki "Jedenastu minut". Po wyjściu z autobusu uderzył mnie obuch tych minus kilkunastu stopni. Długi, remontowany, acz wciąż odrażający podziemny korytarz łączący perony, stragany z bielizną i butami, dziewczynka zaczepiająca tamtejszego akordeonowego grajka, kilka nieistotnych i rzadku tu spotykanych uśmiechów, kwiaciarki odgradzające od zimna rośliny, gołębie, niewyraźny komunikat opóźnienia kolejki. Wróciłam tu z ulgą. Uświadomiłam sobie, że w Starogardzie nie mogłabym się już odnaleźć., Pojechałam tam na niecałe 24h i już mnie nosiło. "Ciebie zawsze będzie nosić gdzieś dalej". Nie zaprzeczyłam. Już snuję plany o wyjeździe. Trójmiasto samo w sobie jest urocze, jednak chciałoby się ciągle coś zdobywać. Stolica, Londyn, a może coś odleglejszego... Świat powoli się zamyka, staje się mniejszy, a najdalsze zakątki coraz bliższe i osiągalne.Coraz większa jest świadomość, że za zenitem coś jeszcze istnieje, że morze nie wylewa się w odchłań. Pokochałam to, że po wstaniu z łóżka, ubraniu się, spacerkiem w dwadzieścia minut stoję nad morzem i czerpię korzyści z jodowego bogactwa. Jednak zanim tu na stałe osiądę, co w planach uwzględniam, chciałabym pożyć innym życiem. "Zawsze robię plany na przyszłość i zawsze zaskakuje mnie teraźniejszość". Już bez planów, oddać się pasmu wydarzeń z serii "co ma być to będzie", delikatnymi kroczkami próbując choć uszczknąć realizacji marzeń.