''Znów nieprzespana noc'' - pomyślała. Usiadła w fotelu, z kubkiem gorącej malinowej herbaty. Skulona i opatulona w żółty mięciutki szlafrok wyglądała niczym przerośnięty kurczak wielkanocny. Drżąc z zimna, spoglądała w niebo. Znów nie było gwiazd. Na jej twarzy malował sie jedynie smutek. Nic więcej. Choć miała przy sobie ludzi, których kochała, którzy kochali ją wciąż czuła braki. Braki, których nikt nigdy juz nie wypełni. Choćby się starała nie zmaże tego, co było, a rodzina, która miała ją za nic tak po prostu nie zwracała uwagi na to, co dzieje siez jej duszą, która teraz w strzępkach krzyczała pośród głuchej ciszy. I choć nikt nie słyszał tych przeraźliwych jęków, ona czując dreszcze, które przechodziły przez każdy skrawek jej ciała zagryzała nerwowo wargi.
''Proszę, chociaż jedna mała gwiazdka. Chociaż błyśnięcie się, mrugnięcie...'' - powiedziała sama do siebie. Na chwilę jej oczy zabłysnęły, ale blask, który tak szybko się w nich pokazał równie błyskawicznie zniknął. To nie gwiazda, a jedynie samolot przecinający czarny granat nieba. Rozmyślała nad wszystkimi słowami wypowiedzianymi tego dnia. Każde z nich dokładnie przeanalizowała i w jednej chwili zrozumiała, że jest w tym ziarenko prawdy. Dusza w jednej chwili umilkła i gdyby nie odgłos jaki wydawały jej szczęki uderzając co chwile o siebie, to rzec można, że życie na chwilę zamarło w tym mieście. Otulone płaszczem nocy, utkanym z chmur czarnych jak węgiel po prostu spało. Zimno próbowało przebić się przez puszysty polarowy szlafrok, jednak udało się jej chociaż część swojego ciała uchronić przed pląsawkami z powodu niskiej temperatury. Wzięła łyk herbaty. Usta i język zasmakowały jako pierwsze i poczuła słodycz. Później podniebienie, przełyk, z każdym milimetrem słodycz znikała. Niedokończony papieros żarzył się jeszcze w popielniczce. Wszystko było takie zimne, bezbarwne i pozbawione jakiegokolwiek sensu. A to wszystko tylko i wyłącznie przez gwiazdy. Miłowała je z całego serca. I chociaż poprzedniego wieczoru modliła sie do Boga o kilka błyskotek na nocnym niebie, dziś ich nie ujrzała. Straciła wiarę, że kiedykolwiek je ujrzy. Czym sobie zasłużył, że nawet tak błahej prośby Stwórca tego świata nie był w stanie dla niej spełnić? Nie wiedziała. Wciąż szukała błędów w sobie. Wynajdywała najdrobniejsze szczegóły, do których mogła się przyczepić, a i tak to jej nie wystarczyło, by odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego Bóg nie dał jej chociaż popatrzeć na gwiazdy. Była inna niż cała reszta prowincjonalnych dziewczynek, które wiecznie pragną gwiazdki z nieba, żeby mieć, żeby dotkną, żeby sie pochwalić. Ona chciała po prostu je ujrzeć.
Straciła wiarę? Czyżby nie potrafiła oprzeć sie pokusom i tak po prostu przestałą pielęgnować to, co w rzeczywistości było najpiękniejszą jej cechą? Zapomniała czym jest nadzieja, wiara i miłość. Czyżby? Przecież gdyby tak w rzeczywistości było, z jej oczu nie leciały by gorzki łzy. Chyba próbowała przed czymś uciec. Nikt oprócz niej nie wiedział przed czym ani przed kim. A i jej nie zależało na tym, by cały świat poznał jej słabe punkty, by później nie wykorzystano ich przeciw niej samej.
Otarła łzy rękawem. Ostatni raz spojrzała w niebo. Bez zmian.
Dopiła herbatę rozkoszując się chemicznie pasteryzowanymi malinami w torebce i słodką nutką tych 4 łyżeczek cukru, które dosypała do kubka. Wstała i wciągnęła głęboko, cała piersią łyk dobrego powietrza. No cóż, dobre powietrze to w tym momencie pojęcie względne, ponieważ znajdowała się w samym centrum miasta, gdzie tylko nielicznie występowały pojedyncze drzewa i krzewy, które z pewnością nie pochłaniały całej ilości zanieczyszczeń utrzymujących się w powietrzu. Zachłysnęła się, przeciągnęła i weszła do pokoju.
Rozbierając się w drodze do łazienki niechlujnie rozrzucała swoje ubrania po całym pokoju. A kiedy weszła pod prysznic i poczuła pierwsze krople gorącej wody na swoim ciele poczuła sie lepiej. Krew pod wpływem wysokiej temperatury płynęła szybciej. Hemoglobina szalała. Jej umysł pogrążył się w błogim spokoju, a ciało jeszcze przed chwilą oblane chłodnym dreszczem, zarumieniło się. Serce biło co raz szybciej. Jej głowa w tym momencie pozbawiona jakichkolwiek myśli i tylko w takich momentach czuła się całkiem wolna. Zmywając brud z szarej codzienności, które dotykając ją każdego dnia zostawiało mnóstwo odcisków swoich dłoni. Umyła żeby, wysuszyła starannie włosy i rozczesując ostatnie zlepione ze sobą kosmyki uśmiechnęła się sama do siebie.
Zawołała psa i wskakując pod zimną kołdrę, znów poczuła jak przez jej ciało przechodzi ten sam zimny dreszcz. Zamknęła powieki. Tuląc do siebie małego pluszowego misia wyglądała teraz jak mała dziewczynka. Bez makijażu, bez zmartwień i trosk wydzierganych każdego dnia niczym tatuaże. Czuła się bezpiecznie. I w jednej chwili błogi spokój zniknął a w głowie znów puste miejsca zapełniły się milionami zmartwień i problemów. Choć na co dzień udawała, że jej życie to bajka, w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Każdego wieczoru było tak samo. Nic się nie zmieniało i tak noc w noc.
"Od jutra trzeba to zmienić. W końcu trzeba wziąć sie za siebie i ogarnąć ten burdel, który mnie otacza. Poukładać wszystkie sprawy i wyjaśnić zagadki, które nie dawały mi spać, raz na zawsze.''-szepnęła i w jednej chwili pogrążyła się w śnie.
Dobranoc.