Zdjęcie znowu zrobiły te strasznie zdolne internety.
No cóż. Zaletą odpowiedniej wiedzy o żywieniu jest fakt, że dziennie wtłaczam w siebie 700 ml deseru jogurtowego, 1 litr szekja mleczno-cynamonowego, muffinki/ciastka/ptasie mleczka, jajecznicę z czterech jaj i pół do woli poprzyprawianego bawoła zasypanego garnkiem warzyw po meksykańsku i nie tyję. Leżąc przez 2 tygodnie ferii na kanapie przed kompem i książkami. Ba, chudnę wręcz. O słodka matko dietetyko.
Ręce pachną mi pieprzem, a rybę rozmrażałam dziś suszarką do włosów. Coraz bardziej mi się ta zabawa w dom podoba.
Miałyśmy dziś z moją mamą jej urodziny i z tej okazji, przy kielichu koniaku, pojechałyśmy sobie wieczorem do Nowego Jorku, i Manhattanu i Budapesztu i Barcelony. Google Street View to naprawdę niezła zabawa - już wiem jaką klamkę w drzwiach wejściowych ma mój amerykański wujek, którego nigdy w życiu nie odwiedziłam i pewnie odwiedzić nie będę miała okazji.
A jak już tak światowo, to coraz prawdopodobniejszy staje się mój plan pryśnięcia daleko od naszych, usychających w ekonomicznej agonii, pól malowanych tym tam rozmaitem. Otóż moja mama zaskakująco pozytywnie przyjęła informację, iż po licencjacie mam zamiar przeprowadzić się jakieś 1797 km na zachód i magistrem być już po angielsku. A i nie wykluczone, czy się jeszcze bardziej nie pospieszę.
Niespodzianka. W przeciągu ostatnich miesięcy doszłam do wniosku, że nie ma na tym świecie powodów dla których miałabym tyrać do upadłego przez 4 lata liceum, 5 lat studiów i x lat pracy tylko po to, żeby banda osłów z rządu dymała mnie na lewo i prawo i co miesiąc doiła z połowy (i tak śmiesznej) pensji. Syn naszej sąsiadki jest średniej klasy informatykiem. Zarabia 7 tys. euro miesięcznie - w Hiszpanii. Moja mama jest najwyższej klasy inżynierem z latami doświadczenia na karku. Zarabia 2,5 tysiąca - w złotych. Dziś miała ochotę mnie ucałować, kiedy powiedziałam jej o swoich planach.
Swoją drogą, poczytajcie o systemach kredytowych dla brytyjskich studentów. Nie wiem jak oni to robią, gdzie trzymają magiczny kapelusz, z którego jak króliki, wysypują się pieniądze, nie wiem, nie muszę, ale z chęcią skorzystam.
Mickiewicz mnie wzrusza, naszą tradycję kocham i pielęgnować mam zamiar. Ale pielęgnowanie wartości narodowych to co innego, niż tuczenie stada świń u politycznego koryta. Ja już się w swoim życiu, przez kilku skurwysynów, nabyłam biedna - mam swoje święte prawo dostać to, na co w mojej rodzinie się zawsze pracowało.
***
Wyniosłam dziś na śmietnik pół swojego życia, pół szafy, pół biżuterii, obcięłam pół swoich włosów, zgubiłam pół swojego ciała i nie wracam już do połowy wspomnień. Dawno tak szybko nie szło wszystko do przodu. Lekko mi, czysto mi.
Zmierzenia się z sobą - i tak cały czas
Nie patrząc już w przeszłość by
Dalej iść
Wszystko co mam, wszystko co chce
I to co wiem, a czego nie
W tym wszystkim ja
Na nowo odnajduje się
Powoli zaczyna się wszystko układać
Zaczynam rozumiem - to życie jest dla nas
Podróżą w głąb siebie i próba sił
Wszystko co mam, wszystko co chce
I to co wiem, a czego nie
Zostawiam to, co trzyma mnie
Zostawiam to, nie boje się