Zdjęcie zrobiły internety. Ale tak właśnie wyglądają moje ferie. Może nie nauczyłam się w tym tygodniu zbyt wiele do matury, za to nauczyłam się robić bardzo dobre mrożone szejki kakaowe, desery budyniowe, trufle, ptasie mleczko, lody, curry z kurczaka, indyka w sosie chranowo-czosnkowym, rybę na ostro i farsz do kebaba. Upiekłam nawet swój własny chleb. To nowa odpowiedź na pytanie co robię, kiedy nikt jak zwykle nie wie gdzie jestem. Przebywanie z ziołami prowansalskimi znajduję ostatnio dużo przyjemnejszym, niż z ludźmi.
Moja mama powiedziała mi dziś coś mądrego. Kiedy ubierała kurtkę, wychodząc na wieczorny spacer z naszym psem, wspominała jak to przy takich dwudziestostopniowych mrozach samemu trzeba było wychodzić za dom, żeby załatwić to i owo (dla niezorientowanych, tak, kiedyś domy nie były skanalizowane, co więcej, toalety były drewniane i stały przy stodołach, czemu zawdzięczamy jakże piękną, staropolską nazwę 'wychodek'). Zakończyła taką oto bardzo ładną myślą: ,,I co? I szczęśliwym się było, wcale nie mniej, niż teraz. Tak to jest. Szczęście nie przychodzi z zewnątrz, szczęśćie przychodzi z wnętrza człowieka."
Dam swoje słowo, że nigdy nie usłyszałam tak głębokiego przemyślenia na temat toalety.
Mamy naście lat - połowa z nas ma swoich rodziców za zacofanych dewotów utrudniających im życie, ale uwierzcie mi - porozmawiajcie z nimi czasem o życiu, zdziwicie się. Ja nie wiedziałam, że moja matka zna na pamięć cały kanon klasyki polskiej literatury i podstawy filozofii, dopóki nie zaczęłam z nią n a p r a w d ę rozmawiać. A im więcej daję jej powiedzieć - tym bardziej ją podzwiam.
A dla zatwardziałych w swojej nienawiści do domowej starszyzny? Technicznie rzecz biorąc dziedziczymy iloraz inteligencji własnie po rodzicach, więc raczej nikt z was nie może ich tak bardzo przerastać swoją błyskotliwością...no chyba, że wasza matka pusciła się z listonoszem-geniuszem. Więc może jednak warto korzystać z ich mądrości, najszybciej jak się da. Ja żałuję wszystkich lat, których potrzebowałam na zrozumienie tego.