Dziś mówię stanowcze NIE dietetycznym słodyczom.
Po wypróbowaniu dwóch pierwszych przepisów przestało mnie dziwić, że niektórzy ludzie mają tyłki tak wielkie, że muszą je wozić za sobą na taczce. Przez dziewiętnaście lat nie doświadczyłam tak ohydnie słodkiej breji, stymulującej odruchy wymiotne lepiej od niejednego odcinka Jaccas. I doświadczyć więcej nie chcę. Nie dziwię się, że ludzie obrastają tłuszczem, jeżeli do szczęścia potrzebują czegoś takiego. To smakowało jak 15 batonów Mars zjedzonych pod rząd. W jednej łyżce. Załamywało czasoprzestrzeń.
Jednak nie ma to jak dojrzałe jabłko i naturalny jogurt. Na wadze minus 13 kilo, trądzik to już tylko wspomnienie, wydajność umysłu +200%. Po rocznych doświadczeniach ze zdrowym życiwniem nie wiem, czemu ludzie robią sobie taką krzywdę.