Teraz śnię, po prostu śnię
W zmęczonej wyobraźni
W ogrodzie wewnątrz mnie
Skulony w moim śnie
Odejdź już, zostaw mnie
Ja szukam w moim śnie
Gęstych traw, kołyszących o zmierzchu.
Ogrodów pełnych kwiatów
Pełnych kwiatów
Po deszczu...
Postanowiłam odświerzyć dziecięce wspomnienia i spędziłam dzisiejsze wieczorne posiedzenie herbaciane z ,,Metrem".
Dla niezorientowancych (wstyd!), ,,Metro" to polski musical reżyserii Janusza Józefowicza z 1991 roku. Okrzyknięty absolutnym objawieniem, zrobił oszłamiajacą karierę zarówno w kraju, jak i za granicą. Wystawiany grubo ponad 1500 razy, gościł również na Broadway'u. Polska długo przedtem i potem nie urodziła niczego podobnego. Młodzi, początkujący artyści w nim występujacy to dzisiejsze gwiazdy wielkiego formatu (Edytę Górniak biorąc za przykład). ,,Metro" mówi o rzeczach najważniejszych - o samotności wśród ludzi, o marzeniach i ich miejscu prawdziwym świecie, o naszym miejscu w prawdziwyjm świecie.
Pierwszy raz zobaczyłam go, kiedy miałam może 10 lat. Do dziś nie pamiętałam już ani o czym własciwie był, ani dlaczego go lubiłam. Miałam tylko mgliste wspomnienie ogromnego poruszenia, drżenia serca, podniesionego ciśnienia i wielkiego mętliku w głowie - tego dziecięcego mętliku w głowie, kiedy odkrywa coś, co je zmienia.
No więc obejrzałam dziś. I obudziłam się. Dokładnie wtedy, kiedy udało mi się uwierzyć, że nie chcę. Bo nie wiem, czy to sprawa prywatna, czy może bardziej uniwersalna, ale według mnie ,,Metro" masakruje widza jak opętany morderca ofiarę. Jest jak seria norzy prosto w te wszystkie miejsca naszego bycia, o których wydaje nam się, że nikt ich przecież zgadnąć, ani dosięgnąć nie może.
***
Kiedy miałam 10 lat, chciałam to przeżyć, to i nic innego, tylko to.
***
Minęło 9 lat. No cóż... byłam tam, nie pamiętając nawet, że zawsze chciałam. Widziałam tych ludzi, dokładnie tych, dotykałam ich walki o marzenia, oglądałam je takimi, jakie są naprawdę - po sam, szybszy niż by się wydawać mogło, koniec. I teraz wiem już coś, czego wtedy, dawno temu, nie wiedziałam:
Uliczny grajek musiał umrzeć. On będzie zawsze umierał, za każdym razem.
Każdy kto zna jego historię, wie jak silną metaforoą się posługuję. Ale to byłoby zbyt prywatne, opisywać to dla wszystkich.
Po prostu bardzo polecam, w natłoku nijakości robionej pod dyktando współczesnego przeciętniaka, sięgnąć po coś zupełnie innego, ,,dać sobie do zdobycia wyższe cele":
***
Link do całości spektaklu na YT
Właściwie zaczyna się po 3:47, wcześniej to sklejka scen na czołówkę