Dzwiek dlugopisu uderzajacego w drewniane
oblicze biorka okazal sie donosnym hymnem ulgi...
Ten skrawek fal dzwiekowych, skladajacych
sie na krotkotrwaly trzask, wymownie zarysowal
bowiem koniec mojego ostaniego egzaminu...
Praktykowana przez dwa miesiace mantra
nieprzespanych nocy, zalanych niestarannie
sparzona kawa moze byc oficjalnie porzucona...
W rezultacie, raz jeszcze mam szanse wyzwolenia
sie z paszczy rutyny oraz przypomnienia sobie o
pieknie swojej egzystencji...