OJ tak, tak, zaraz po OZP odbył się jeden z najwspanialszych tripów! Silną ekipą wyruszyliśmy z Wrocławia do Dzierżoniowa a następnie do Bielawy, gdzie, ukryci w dzikich czeluściach jakiejś puszczy, z widokiem na Ślężę i niedaleko zalewu, rozbiliśmy nasz kosmiczny namiot i żyliśmy jak w bajce.
Mimo, że lipiec był na ogół pogodny, w Bielawie nas trochę zlał deszcz, ale nie przeszkodziło nam to w siedzeniu każdej nocy przy ognisku.
Trip z założenia treningowy i "methode-naturelle'owy" miał w sobie z tej treningowości może 5%, do tego 60% lebiodingu i 35% imprezowania :))
Takie hasła jak IGUANA, NIAGARUS na zawsze pozostaną w naszej pamięci.
Nie wspomnę już o nocnych atakach potwora z kosmosu zwanego czupakabrą, który zakłócał nasz nocny wypoczynek i siał terror rycząc na sąsiednich łąkach i przemieszczając się z prędkością światła!
Na zdjęciu: Er (to te wystające tylko nogi z lewej, które weszły na zdjęcie), Śledziu, ja, Kocur, Ola, Wika i Petrus Petrusewicz :******
Oby jak najwięcej takich tripów w przyszłości!!!!!