teraz jest ci smutno, a zaraz i tak z uśmiechem zasiądziesz do obiadu.
a ja wciąż mam krew tego koziołka na ubraniach.
drogi Duchu Lasu. moze pierw bys pomyslal zanim napisal?
znalazlem tego koziolka z polamanymi nogami na drodze. spedzilem pol dnia dzwoniac na policje, do nadlesnictwa i po weterynarzach. niestety nasze piekne polskie prawo jest tak skonstruowane ze weterynarz nie ma nawet prawa dotknac potraconej zwierzyny lesnej. kiedy mielismy podobne sytuacje z potraconymi psami, po prostu placilismy za leczenie i szukalismy im domu. ale w tym wypadku nawet pieniadze nic nie zmienily. nikt sie nie podjal leczenia. ba, nawet uspic nie chcieli ( po tylu godzinach czekania na drodze, nic innego nie pozostalo ). przyjechal pan z dubeltowka, i blyskawicznie zakonczyl zywot koziolka. nic innego nie dalo sie zrobic. przykro mi.
i, na przyszlosc. daruj sobie takie komentarze, bo ani to dorosle, ani na miejscu