Michalina - przechrzczona na Michelle przez znajomych Amerykanów, żeby było im łatwiej.
Zwana w pewnych kręgach Mariollą - nie wiadomo dlaczego.
Sama siebie nazywa tylko Femme Fatale.
Nie potrafi żyć bez muzyki, aparatu fotograficznego, ceramiki i książek.
Ubóstwia Hermanna Hessego i literaturę rosyjską.
Jest wegetarianką, która truje się ogromną ilością kawy i papierosami - najlepiej z dodatkiem muzyki.
Kocha dobre wino.
Uwielbia Jam Session w zielonogórskich '4 różach dla Lucienne', szczególnie gdy na scenę wkracza kremowy Fender lub słynny, w pewnych kręgach, pan Grzegorz. Poza tym offowe kino, stare musicale i filmy z lat 50-60.
Lubi samotność, ale nie mogłaby żyć bez swoich najlepszych znajomych.
Marzy o Toskanii, najlepiej na całe życie, i pracy dla Vogue'a.
Czuje się bardziej Poznanianką niż Zielonogórzanką.
Obecnie szuka swojego przeznaczenia i drugiego końca tęczy, oraz koniczynowej łąki. I uczy się historii sztuki - bardzo intensywnie.