"Dzieci urodzą się nowe nam i spójrz - będą śmiać się, że my znów wspominamy" (A. Osiecka)
To była bardzo udana wizyta
Napiszę dość krótko, ale było świetnie i na pewno niedługo będę chciała jechać znów na czeską stronę granicy. Jedyny minus, że miałam wolne tylko w sobotę i niedzielę, przez co na miejscu byłam tylko 29 godzin - ale za to jakich udanych 29 godzin!
Po pierwsze Viktoria - ma charakterek (ciągle trwa dyskusja, po którym z Rodziców, ja obstawiam Wielką Kumulację) i nawet ja nauczyłam się rozpoznawać różne rodzaje płaczu niemowlęcia. Ale w nocy Viktoria była grzeczna jak aniołek i nie było żadnych dodatkowych 'atrakcji'. No i jak to z dziećmi bywa, mała jest bardzo fotogeniczna.
Po drugie Rodzice Viktorii - super było sobie znów dłużej porozmawiać o rzeczach ważnych i nieważnych m.in. o nieco pechowym wózku, o czeskim piwie, o filmach, o samochodach, o imprezach pracowych i ich urokach, o Cejrowskim i jego "sianodachówce", o polskim rocku (całkiem niezłe są te stacje radiowe z gg), o minusach pełnej zamrażarki, o piciu gazowanych napojów, o telewizji z internetu, o ulubionych bajkach, o kolejnych zaskakujących różnicach między życiem w Czechach a w Polsce i o bardzo wielu innych rzeczach (motyw z 'bankami mleka' !)
Po trzecie zaskakujący znajomi - najlepszy był motyw jak jeden z nich zachwycony Viktorią zapytał mnie znienacka po ok. 1h znajomości, czy nie zrobię sobie z nim dziecka. Brawa dla Szybkiego Billa 
Po czwarte, Kutna Hora okazała się w pełni zasługiwać na miano "małej Pragi" - przepiękne miasto, z gatunku takich gdzie moja dusza nałogowego turysty po prostu szaleje ze szczęścia i nie wie, w którą stronę się udać, bo wszędzie pięknie. I jaka wspaniała katedra przy niesamowitym kamiennym moście! Widziałam mniej wiecej połowę atrakcji miasteczka, drugie pół czeka na kolejną wizytę 
Po piąte - wesołe przypadki takie jak spadające firanki, trzeszczące deski w podłodze, drewniane breloczki w kształcie Krecika, rzucanie 'bombami' ze schodów, tabliczki typu "wejście 60 koron, dla studentów i inwalidów 40 koron" 
Po szóste - kolej czeska. To niewiarygodne, że tam pociągi jeżdżą jak w zegarku i można bez stresu planować podróż z czterominutową przesiadką. W dodatku na krótkich trasach, takich jak Kutna Hora Dworzec Główny - Kutna Hora Miasto jeżdżą naprawdę małe pociągi, mniejsze od naszych szynobusów (dostałam dyrektywę "wsiąść do mini-pociągu"
)
Po siódme - zróżnicowana pogoda. Wyjeżdżałam w lekkim śniegu, przy granicy i na północy Czech śnieżyca że hej i pełno ludzi z nartami, w Kutnej Horze śniegu niewiele.
Po ósme, nie lubię zakupów, ale wracając z Czech zawsze mam 'syndrom wielbłąda' i nie chodzi tylko o piwo (m.in. Bernard oraz kutnohorski Dačický), choć ono stanowi większość ciężaru. Poza tym w Polsce nie ma gum do żucia Orbit o smaku ani granatu ani jagodowym!
Szkoda tylko, że mój zasób czeskich słów kończy się na "ano", "ne", "ahoj", "dobrý den" (i kilku mało przydatnych w zwykłym życiu wyrażeń księgowych takich jak "bankovní vklad", notabene w pracy opieram się głównie na zawodnym translatorze Google'a). A, wróć, dowiedziałam się jeszcze podczas tego wyjazdu (choć później okaże się, czy zapamiętałam), że "maminka" to mama i "miminko" to niemowlę (nie ma jak czytanie gazet o niemowlętach po czesku), a gdy dziwiłam się czeskim reklamom wyjaśniono mi, że "nápad" to jest pomysł (a nie napad) a "chuť " to smak (a nie chuć).
17/01/2012 20:23:04
09/01/2012 20:43:26
31/12/2011 13:54:12
19/12/2011 18:56:35
24/11/2011 19:28:50
26/10/2011 21:30:53
14/10/2011 11:03:26
11/10/2011 10:28:24
Wszystkie wpisyfarbenka
marta82
drumcajs
tora
kaziukazik
marionetka
mili83
pastelowka
Wszyscy znajomi