|
2011/12/27
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Byle do piątku!
Czyli kartka z pamiętnika uczniowskiego
Poniedziałkowy poranek
Właśnie wygrała Pani milion złotych oświadcza mi Hubert Urbański wręczając czek. Tą piękną chwilę psuje jednak widownia, która zaczyna w dziwny sposób buczeć. Trochę speszona rozglądam się, a buczenie narasta zamieniając się w nieprzyjemny, nasilający się ton. Po chwili uświadamiam sobie, że ten ton to nic innego jak mój budzik, a cudowna wygrana to jedynie miły sen. Najgorsze jest jednak to, że po chwili przypominam sobie o moim obowiązku uczęszczania do szkoły od poniedziałku do piątku. Z pewnością nie motywuje mnie także fakt, iż stoję dopiero na starcie tygodnia, a przede mną aż pięć dni wysiłku psychicznego. Moje przemyślenia zajmują bite dziesięć minut. Później kolejne dziesięć minut ćwiczę moją silną wolę, walczącą z błogim lenistwem. W końcu ta pierwsza wygrywa i z ciężkim sercem zwlekam się z łóżka ubierając w międzyczasie kapcie. Na pół zaspana szykuję się do szkoły i opatuliwszy się ciepło wychodzę z domu. Jak co dzień idę ulicą, na której świecą się lampy rozświetlające zimowy mrok. Po trzech minutach stoję już na przystanku wraz z koleżanką z klasy i wspólnie obmyślamy plan jak wcisnąć się do zatłoczonego autobusu. Po zajęciu w miarę dogodnego miejsca w pojeździe wyruszam do szkoły.
Miejsce docelowe czyli szkoła
Po dojściu pod klasę siadam na korytarzu słuchając nowinek. Wieści te są różne, zarówno złe jak i dobre. Do tych drugich zaliczamy odwołane lekcje, sprawdziany lub też plany wycieczkowe. Do pierwszych wszystkie pozostałe rzeczy związane ze szkołą. Godzina ósma dzwoni dzwonek i otwierają się drzwi do tzw. komnaty tajemnic czyli sali pani Marzenki. Rozpoczyna się lekcja. Z ostatniej ławki, którą zajmuję rozglądam się po sali. Niektórzy jedzą kanapki, inni słuchają muzyki, a jeszcze inni rozmawiają lub przepisują zaległe zadania domowe. Wszyscy jednak starają się chociaż jednym uchem słuchać pani Marzenki i notować w zeszycie, bo bez zapisków nie uda się ściągnąć na sprawdzianie. Potem przerwa i kolejna lekcja tym razem matematyka. Tutaj panuję już dużo większa, wręcz wojskowa dyscyplina. Każdy uczeń modli się w duchu, aby nie został wytypowany do tablicy. Po matematyce już wszystkie lekcje w jakiś nieprawdopodobny sposób mijają. Na niektórych słuchamy, na innych trochę mniej. W trakcie przerw dowiaduję się wielu wiadomości z życia znajomych. Nie może też obyć się bez zaliczenia sklepiku szkolnego i lustra w łazience. Inni uczniowie idą często na długiej przerwie zapalić papierosa czyli puścić tzw. dyma. Po zakończeniu wszystkich lekcji kieruję się na przystanek, z którego jadę autobusem do domu.
Zajęcia domowe
Po powrocie do domu odgrzewam sobie obiad w mikrofali i siadam w fotelu. O tak, teraz czuję się jak młody bóg z pilotem w ręce i myślę sobie chwilo trwaj!. Niestety, sielanka szybko się kończy, bo przecież trzeba posprzątać, wynieść śmieci i zrobić zakupy, a to wszystko jest już wykonane - należy zasiąść do biurka i przygotować się na kolejny dzień szkolny. Przeglądając książki i zeszyty staram się skupić na tych wszystkich w nich zapisanych cyferkach i literkach. Po dwóch godzinach wałkowania zadań z kilku przedmiotów dochodzę do wniosku, że umiem połowicznie i że jakoś to w końcu będzie. Czas na wieczorną higienę, jakiś ciekawy film i łóżko. Kładąc się poprawiam sobie humor faktem, że do piątku pozostały już tylko cztery dni. Zasypiam w nadziei na kolejny miły sen, bo przecież każdemu znana jest prawda, że dobry uczeń to wyspany uczeń.
______________________________________________________________________________________
"człowiek uczy się przez całe życie z wyjątkiem lat szkolnych"
Gabriel Laub
californiadreams
marzycielka69
tyna2
miidoriart
hakunamattata
nowawyzszacena
iiskierka
allyouneedislove
Wszyscy znajomi