-Czy w twojej rodzinie wszyscy pasjonują się umieraniem?
Baker uśmiechnął się blado.
-No cóż, ja też przez parę lat myslałem, że będę przedsiębiorcą pogrzebowym.Dobra robota. Przedsiębiorca pogrzebowy ma co jeść podczas wielkiego kryzysu.
Wielki pomarańczowy błysk rozerwał niebo. Po nim rozległ się ogłuszający huk. Znowu zerwał się wiatr. Chmury goniły po hebanowym niebie jak oszalałe korsarskie statki z sennego koszmaru.
-Nadchodzi - rzekł Garraty. - Nadchodzi, Art.
-Niektórzy ludzie mówią, że im nie zależy - powiedział nagle Baker. - "Coś prostego jak odejdę Don, żadnych wydziwiań." Tak mówili wujkowi. Ale większość wydziwiała, że głowa mała. Zawsze mi to powtarzał. Mówią "Wystarczy mi sosnowa skrzynia". A kończy się na wielkim trumniszczu.....wyłożonym ołowiem, jeśli ich na to stać. Wile podaje w testamencie numer modelu.
-Dlaczego?
-W moich stronach ludzie chcą spczywać w grobowcu. Nad ziemią. Nie w ziemi, bo jest wysoka strefa wód podskórnych, wszystko ginje. Ale jak jesteś pochowany nad ziemią, to masz inny kłopot. Szczury. Wielkie luizjańskie szczury z mokradeł. Szczury cmentarne. Przegryzają te sosnowe skrzynie rach-ciach-ciach!
-A ja mam to gdzieś - powiedział Garraty. - Nie wyłożyłbym półtora tysiąca dolarów, czy ileś tam, żeby chronić się po śmierci przed szczurami.
-No, nie wiem....Dręczy mnie jeden obraz. Szczurom najbardziej zależy na miękkich partiach ciał. Widze je, jak przegryzają dziury w mojej trumnie, powiększają je, przepychają sie do środka. I zasuwają prosto po moje oczy, jakby to były najpyszniejsze cukiereczki. Gdy wyżrą mi oczy, staje się częścią szczura, no nie?
-Nie wiem... - powiedział zdławionym głosem Garraty.
-Nie, dzięki. Biorę trumnę z ołowianą blachą. Zawsze.
Czyli problem nr 1 rozwiązany.
Zdjęcie powyżej ma bardzo cmentarną genezę,
a pogoda w sam raz na pogrzeb, no nie?